BLIŹNIACZE ZDROJE



Historia uzdrowiska w Goczałkowicach była lustrzanym odbiciem historii uzdrowiska w Jastrzębiu, chociaż rangą Jastrzębie zawsze górowało nad Goczałkowicami. O tych ostatnich mówiono wręcz, że miały charakter plebejski w przeciwieństwie do Jastrzębia, gdzie spotykał się wielki świat europejskiej arystokracji i burżuazji. Bilans dziejów wyszedł jednak na korzyść Goczałkowicom utrzymującym do dziś swój pierwotny charakter ośrodka leczniczego. W Jastrzębiu jak powszechnie wiadomo, prócz historycznej nazwy i kilkoma zabytkami ze starego uzdrowiska nie zostało już nic. Pomysł napisania artykułu o przeszłości kurortu w Goczałkowicach narodził się jak to zwykle bywa przypadkiem. Tak jest najczęściej gdy trzeba pomyśleć o przygotowaniu tekstu do kolejnego numeru Tygodnika. Nigdy do końca nie wiadomo jaki temat zainspiruje do jego napisania. W tym wypadku pomysł pojawił się w momencie, gdy w jednym z rybnickich antykwariatów udało mi się nabyć mały porcelanowy wazonik, na którym przedstawiono barwiony rysunek, szwajcarskiego w stylu obiektu uzdrowiskowego z Goczałkowic, nazwanego tu z niemiecka "Kursaal". Poniżej umieszczono napis: "Gruss aus Goczalkowitz". Reprodukowany obiekt był tak podobny do naszych jastrzębskich, że w pierwszej chwili pomyślałem o Domu Zdrojowym lub Szwajcarce. Dopiero napis "Pozdrowienia z Goczałkowic" podany w języku niemieckim szybko wyjaśnił sprawę. Do dziś jednak, patrząc na tą wzruszającą pamiątkę górnośląskiej historii, widzę stare Jastrzębie i wyobrażam sobie te wszystkie suweniry kupowane tu kiedyś przez kuracjuszy. Na pewno były wśród nich podobne w kształcie wazoniki, na których umieszczano wizerunki jastrzębskich obiektów uzdrowiskowych. Goczałkowice i Jastrzębie łączy wspólny charakter i bardzo podobne do siebie koleje dziejów, które zaczynają się na początku wieku XIV. W obydwu wypadkach w etymologii nazwy miejscowości występuje postać rycerza: dla Jastrzębia powszechnie znanego czarnego raubrittera, dla Goczałkowic niejakiego Goczała. Zanim powstały Goczałkowice Zdrój, co przyjęła Uchwała Sejmu Śląskiego z 24 lutego 1932 roku, występowały Goczałkowice Górne i Dolne. W tym wypadku analogia z podobnymi podziałami na terenie Jastrzębia nasuwa się automatycznie sama. W latach pięćdziesiątych XIX wieku władze pruskie prowadziły na terenie Górnego Śląska zakrojone na szeroką skalę poszukiwania złóż węgla kamiennego i soli. Prace te prowadzono między innymi w rejonie Goczałkowic i Jastrzębia. Pierwsze odwierty w Goczałkowicach miały miejsce w 1856 roku. Trzy lata później baron von Schlieben rozpoczął podobne prace w rejonie Jastrzębia Dolnego. Poszukiwania te przyniosły w końcowym efekcie odkrycie cennych złóż leczniczej solanki. W ten sposób Jastrzębie i Goczałkowice tylko przez przypadek stały się w połowie wieku XIX miejscowościami o charakterze uzdrowiskowym. W tym wypadku tożsama jest nawet data roczna bowiem jastrzębską i goczałkowicką solankę odkryto dokładnie w 1859 roku. Goczałkowicki odwiert dawał solankę jodowo-bromową zawierającą 4 % soli. Była ona radoaktywna, zawierała sód, potas, lit, chlorek wapnia i magnezu. Główne ujęcie tutejszej solanki nazwano " Źródłem Marii". Osobą , która w tym czasie najmocniej przyczyniła się do sprawdzenia właściwości leczniczych goczałkowickich złóż, był doktor Adolf Babel, praktykujący na co dzień w Pszczynie. Kiedy władze pruskie doszły do wniosku, że eksploatacja solanki na większą skalę jest nieopłacalna, teren przeznaczono na sprzedaż. Szybko znalazł on swoich nabywców w osobach: rzemieślnika Czecha i kupca Schillera. Rok 1861 dał początek funkcjonowania goczałkowickiego uzdrowiska. Wtedy obudowano źródło i wyrosły pierwsze łazienki. Pierwsze dwa lata jego funkcjonowania przyniosły w sezonach 261 kuracjuszy. W tym samym czasie notujemy początki uzdrowiska w Jastrzębiu, które staje się własnością hrabiego Feliksa von Konigsdorfa. Solankę goczałkowicką używano do kąpieli, wziewań, płukań, irygacji kobiecych, a w stanie rozcieńczonym - do kuracji pitnej. Wskazana była w leczeniu: reumatyzmu stawów, mięśni i nerwów, artretyzmu, otyłości, cukrzycy, arteriosklerozy, schorzenia mięśnia sercowego, chorób układu nerwowego, tabesu, niedowładu i porażeń po udarach mózgu, zapalenia i wyczerpania nerwowego, przewlekłych chorób kobiecych, chorób skórnych, a u dzieci skazy wysiękowej, limfatycznej, skrofulozy, krzywicy i słabego rozwoju. W 1863 roku doktor Babel wydał w Pszczynie pracę poświęconą nowemu uzdrowisku zawierającą dokładną analizę właściwości tutejszej solanki i wyszczególniającą choroby, dla leczenia których jest ona wskazana. W pierwszej połowie lat sześćdziesiątych XIX wieku rozwijające się w Goczałkowicach i w Jastrzębiu uzdrowiska odwiedził korespondent warszawskiego Tygodnika Ilustrowanego Jan Mikołaj Fritz- lektor Uniwersytetu Wrocławskiego. Z 1862 roku pochodzi zapis będący pokłosiem jego wizyty w Goczałkowicach: "(...) sezon kuracyjny w czerwcu bieżącego roku rozpoczęto. Mieszkań było dosyć, a urządzenie ich pod względem wygody i pewnej elegancji nic nie pozostawia do życzenia. Zakłady do kuracji potrzebne, oraz inne środki lekarskie, wszelkiego rodzaju kąpiele spadowe ( natryskowe), siedzące i łaźnie solne urządzone zostały podług wymagań postępu i potrzeb dzisiejszych. Dla uprzyjemnienia pobytu gości dyrekcja, pamiętała o dobrej muzyce i o czytelni, a kursal podczas niepogody zastąpić może pięknie urządzony ogród". Ów tajemniczo brzmiący w swej nazwie " kursal", to właśnie obiekt unieśmiertelniony na wizerunku ze starego wazonika- wspominanej wcześniej pamiątki z Goczałkowic. Była to drewniana konstrukcja wzniesiona w modnym wtedy stylu szwajcarskim. Postawiono ją w 1863 roku tuż obok zakładu kąpielowego. Kursal był rodzajem krużganka, czy jak to ówcześnie nazywano corsa, czego jastrzębskim odpowiednikiem była na pewno znana dziś już tylko ze starych zdjęć i pocztówek drewniana kolonada. Goczałkowicki kursal był zadaszony, miał długość około 47 metrów i szerokość około 4,5 metra. Tutaj w czasie niepogody, jak donosił warszawski korespondent kuracjusze mogli dowoli spacerować. Pierwszym wielkim obiektem kurortu był zakład kąpielowy wzniesiony w latach 1862-1863. Funkcjonowało tutaj 16 gabinetów lekarskich, kuracjusze oczekiwali na zabiegi w przestronnej poczekalni. Fronton zakładu kąpielowego zwanego oficjalnie Nowymi Łazienkami zdobił zegar wyznaczający rytm życia goczałkowickim kuracjuszom. W 1873 roku, tym razem w Dzienniku Poznańskim, ukazał się artykuł korespondenta donoszącego o działalności uzdrowiska w Goczałkowicach, w którym napisano: "Kuracja zależy nabraniu kąpieli w ogrzanych żołach ( roztwór soli mineralnych).Niektórzy chorzy używają także tutejszej solanki wewnętrznie. Całe urządzenie w dobrym jest porządku, duszą atoli całego zakładu jest radca zdrowia p. doktor Babel, który jakkolwiek zamieszkuje w pobliskiej Pszczynie, podczas sezonu ciągle tu przebywa, służąc każdemu z chorych radą i pomocą, ta jego pieczołowitość połączona z delikatnym obejściem się nie oglądając się na to czy chory w społeczeństwie wyższe lub niższe zajmuje stanowisko, budzi ku niemu zaufanie i powszechny mu jedna szacunek." Te kilka uwag na temat doktora Babla zawartych w tekście poznańskiego korespondenta to jakby lustrzane odbicie postaci doktora Mikołaja Witczaka- wielkiego społecznika i pozytywisty z Jastrzębia Zdroju. Bezpośrednio przed wybuchem I wojny światowej Goczałkowice należały do grona uznanych i renomowanych uzdrowisk Górnego Śląska. W 1913 roku zaczęto stosować tu w leczeniu napromienianie radem. W okresie dwudziestolecia międzywojennego Zdrój był w rękach bankiera z Bielska- Białej Herholza i kupca z Tarnowa Fluhra. Totalny upadek przyniosły mu lata okupacji gdy obiekty sanatoryjne przeznaczono na lazarety a rabunkowa eksploatacja węgla pobliskiej kopalni Silesia doprowadziła do naruszenia struktur pokładów solanki. W połowie lat 60- tych XX wieku uzdrowisko zaczęło odzyskiwać swój charakter, choć nie na tak dużą skalę jak w pierwszych latach istnienia.

Jarosław Mrożkiewicz



  • powrót do strony głównej