Relacje


powrót »

W sierpniu rozpocząłem działalność w NSZZ „Solidarność”. W tym czasie byłem jednym z organizatorów strajku w KWK „1-Maja”, razem z kolegami: Janem Sierzputowskim, Edwardem Szczygłem. W dniu 29.08.1980 r. po porannych oględzinach, kiedy to dowiedzieliśmy się, że Manifest Lipcowy, KWK „Borynia”, „XXX-Lecie PRL”. „Moszczenica”, „Jastrzębie” stanęły, mój zakład wtedy jeszcze normalnie funkcjonował, stwierdziliśmy, że należy się do tych wydarzeń przyłączyć. Jeszcze przed południem jeździłem swoją „Syreną” wraz z sąsiadem pod okoliczne kopalnie i zaciągałem informacje o ty, co i jak organizować. Następnie poszedłem na II zmianie do pracy w swojej kopalni. Tam próbowaliśmy cokolwiek zainicjować, jednakże ludzie z wyższego dozoru kulturalnie i miękko, bez obelg i szarpaniny rozgonili nas (próbowaliśmy robić to w różnych miejscach: na cechowni, markowni, czy lampowni).
Zjechaliśmy więc normalnie na dół i tam wraz z Janem Sierzputowskim, który zaproponował, abyśmy stanęli załogą pod szybem, próbowaliśmy zablokować teren wokół szybu. Zebrało się wtedy około 150-200 osób i zaczęły się głosy o przerwaniu pracy, chociaż jeszcze nie strajk. Około godz. 16-17-tej zjechał na dół dyr. kopalni Słomczyński oraz nacz. inż. Kowalski i rozproszyli ludzi mówiąc, że w Gdańsku podpisywane są już porozumienia i będą one rozciągnięte również na nas. Jednakże myśmy się umówili z ludźmi, że pracujemy do 20-tej, a potem idziemy na „szychtę”. Od 20-21-ej ludzie zaczęli się gromadzić pod szybem i wyjeżdżać na powierzchnię – zbierali się potem na cechowni. W tym tez czasie zaczęli zjeżdżać się ludzie z III zmiany i udawali się w przebraniu roboczym na to zebranie.
Zaczął się zawiązywać się Komitet Strajkowy KWK „1-Maja”, w skład którego mocno ingerował dozór wyższy i władze kopalni – było to około 40-45 osób z różnych oddziałów. Ja również zostałem wyznaczony do tego Komitetu. Byli wśród nas również członkowie PZPR. Komuniści chcieli sterować tym ruchem, ale im się to nie udało, m.in. dlatego, że tacy ludzie jak Edward Szczygieł – przewodniczący KS, doprowadzili do tego, iż ten wpływ utracili. Byłem też członkiem Prezydium KS KWK „1-Maja”, gdzie odpowiadałem za sprawy bezpieczeństwa kopalni.
Jeszcze w nocy z środy na czwartek (około godz. 0-1-ej) komunistyczne władze zakładu próbowały wpłynąć na nas, abyśmy zrezygnowali ze strajku. Jednakże my stwierdziliśmy, że będziemy powolni tylko w stosunku do MKS Jastrzębie i wysłaliśmy tam swoich delegatów, m. in. Tadeusza Rzepę. W nocy zorganizowaliśmy zjazd na dół, w celu zabezpieczenia ścian wydobywczych i różnych urządzeń i od tego czasu faktycznie cała kopalnia stanęła – zaczął się normalny strajk.
Była też u nas rano delegacja z KW PZPR i Ministerstwa Górnictwa (Kiczan i Lejczak), których około godz. 4-tej grzecznie wyprosiliśmy – udali się do gmachu dyrekcji. Na cechowni toczyła się walka z przedstawicielami władz partyjno-państwowych, które nawoływały nas i ludzi do przerwania strajku, wyciągając wcześniejsze argumenty o porozumieniach gdańskich. Wtedy przewodniczący KS Szczygieł odpowiedział im: „Tam jest MKS! Tam jest nasza władza – na Zofiówce w Jastrzębiu. Wybieramy normalnie delegatów, a panom dziękujemy, gdyż nie mamy o czym razem rozmawiać. Będziemy słuchać tego, co tam się będzie działo, a nie tego co wy tu mówicie”. Te słowa mocno uderzyły w przedstawicieli władz partyjno-państwowych, było to dla nich duże upokorzenie ze strony klasy robotniczej.
Strajk skończył się 3.09.1980 r. O godz. 6-tej rano ks. Bolesław Kopiec (będący naszym strajkowym duszpasterzem) odczytał załodze porozumienia jastrzębskie, gdyż nikt z KS nie był fizycznie w stanie tego zrobić – kłopoty z głosem po organizowaniu burzliwych przemówień.
Po strajku wybrano mnie do 15 osobowej grupy inicjatywnej, przeznaczonej do negocjacji postulatów wewnątrzzakładowych – po podpisaniu porozumień jastrzębskich. Następnie byłem oddelegowany jako członek 7 osobowej grupy założycielskiej NSZZ w KWK „1-Maja”. Po wyborach zakładowych (2 lub 3.11.1980 r.) zostałem członkiem Prezydium Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” KWK „1-Maja”. Przewodniczącym tego KZ był Szczygieł, zaś wice przewodniczącymi: Sierzputowski, Wolski i ja, natomiast sekretarzem został Łupkowski (posiadający kontakty z KOR-em z Lublina).
Uczestniczyłem w spotkaniach MKR w Jastrzębiu. Od razu przypadł mi do gustu T. Jedynak, zaś do J. Sienkiewicza nie miałem zaufania – wydawał mi się podejrzany. Konflikt między nimi dało się zauważyć już na początku zebrań MKR-u. Byłem też świadkiem zajścia w listopadzie lub grudniu, kiedy to Sadłakowski naskoczył na Sienkiewicza i oskarżył go o zakulisowe kontakty z PZPR, o to, że jest agentem SB-eckim, że widziano go jak wychodził z gmachu KW PZPR w Katowicach – po co tam był?, dlaczego sam? itp. Jedynak wtedy powiedział na głos: „No! Konfident.
Mieliśmy na poziomie zakładu świadomość, że w naszym gronie są tzw. „rozrabiacze” – partyjni, choć nie traktowaliśmy tego w kategoriach agentury SB. Wydaje mi się, że ci członkowie KZ, którzy byli w tym czasie związani z PZPR, mieli zakodowane w świadomości to, co im wmówiono i wbito do głowy w ich partyjnych komitetach. Następnie chcieli to realizować w naszym KZ NSZZ „Solidarność” w sposób zawoalowany – były na tym tle starcia wewnątrz tego KZ.
W tym charakterze działalność związkową prowadziłem do czasu wprowadzenia stanu wojennego w 1981 r.
W dniu 13.12.1981 r. nie zostałem internowany przez SB. Natomiast internowano Szczygła, Sierzputowskiego i Łupkowskiego, zaś Wolskiego również nie internowano – nie było go w tym momencie w domu. W tym też dniu postanowiłem opuścić swoje mieszkanie i „zamelinowałem” się u znajomych (Anna i Jan Bugała) do 14.12. w poniedziałek.
W dniach 14-15.12.1981 r. organizowałem strajk w KWK „1-Maja”, kiedy to pełniłem obowiązki przewodniczącego KS. Około godz. 18-19 w dniu 15.12. zaprzestaliśmy strajku, gdyż do tego czasu oddziały ZOMO spacyfikowały już wszystkie inne ważne kopalnie w Jastrzębiu – nie było szans i sensu kontynuować tego. Utworzyły się wtedy 2 grupy: I – chciała zjechać na dół kopalni i tam dalej prowadzić strajk oraz II – która optowała za rozwiązaniem strajku i rozejściem się. Ja byłem w grupie II, gdyż miałem świadomość naszej totalnej klęski.
W dniu 15.12.1981 r. około godz. 19-tej przyjechali po nas SB-cy i zatrzymali m.in.: mnie, Kazimierza Malika, Bogdana Berendowskiego, Langera i 2 innych ludzi. ich wszystkich internowano, natomiast mnie i Malika aresztowano (na mocy art. 6 dekretu o stanie wojennym). Zaraz po 15.12 przetrzymywano mnie 2 dni na KM MO w Jedłowniku w Wodzisławiu Śląskim. Potem trzymano mnie 2 tygodnie w Areszcie Śledczym w Jastrzębiu-Szerokiej, a później przebywałem w Areszcie Śledczym przy ul. Wieczorka w Gliwicach (tam otrzymałem sankcję prokuratorską).
W dniu 18.12. o godz. 4-tej rano pobudzili nas milicjanci (ja, Malik, 2 osoby z KWK „Anna” i 2-3 innych ludzi, m.in. Krupiński z Wodzisławia) i wsadzili do okratowanego Stara. Kiedy nas tak wieźli, to robili sobie z nas makabryczne żarty, mówiąc między sobą tego typu zdania: „Kiedy w końcu będzie ten las?”, czy „Zobaczycie, tam na miejscu was poczęstują, ale ołowiem za uszami”. Robiło to wrażenie rzekomego wywiezienia nas gdzieś w ustronne miejsce i tam na miejscu rozstrzelania nas. Baliśmy się, że faktycznie wiozą nas na „rozwałkę”. W pewnym momencie samochód zatrzymał się i słychać było otwieraną bramę i szczekanie psów. Ja wyobrażałem sobie, że przywieźli nas do jakiegoś obozu – skojarzyło mi się to z hitlerowskimi obozami koncentracyjnymi. Jednakże okazało się, że to Areszt Śledczy w Jastrzębiu-Szerokiej – ulżyło mi wtedy.
Po niecałych 2 tygodniach, w dniu 30.12.1981 r. wzięli nas (ja, Malik i 2 z KWK „Anna”) na KM MO do Wodzisławia, gdzie nas przetrzymali przez noc. Następnie 31.12 z samego rana przewieziono nas do Gliwic. W Gliwicach przesłuchiwano nas do około godz. 17-tej i od razu zostaliśmy formalnie aresztowani (sankcja prokuratorska). Po tym w dniu 1.01.1982 r. nocowaliśmy jeszcze w Wodzisławiu, zaś 2.01 przewieziono nas na ul. Wieczorka w Gliwicach, gdzie zastosowano wobec nas areszt tymczasowy.
Rozprawa sądowa odbyła się 22.01.1982 r. w Katowicach, gdzie wyrokiem za organizowanie strajku w KWK „1-Maja”, jako zakładzie zmilitaryzowanym mocą dekretu o stanie wojennym, skazano mnie na 1 rok i 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 letni okres próby oraz na 12000 zł grzywny (Malik dostał 1 rok na 2 lata w zawieszeniu i 10000 zł grzywny).
Po powrocie na zakład musiałem oświadczyć przełożonym, że nie będę już prowadził działalności związkowej, w związku z czym pozostawiono mnie w dotychczasowej pracy na okres 3 miesięcznej próby. W okresie pół roku od tego czasu miałem około 26 wezwań do siedzib SB w Jastrzębiu i Katowicach na przesłuchania i różnego wyjaśnienia.
Potem stopniowo zacząłem nielegalną działalność związkową. Zarejestrowaliśmy tez grupę PTTK „Pielgrzym”, której celem było organizowanie wyjazdów, np. rodzinnych eskapad kulturalno-wypoczynkowych do Ustronia, i pielgrzymek, m.in. na Msze za Ojczyznę do Warszawy i Częstochowy. Pod płaszczykiem tej organizacji prowadziliśmy swoją działalność związkową. Brał w tym udział m.in. R. Bożko, który po zwolnieniu z dotychczasowego zakładu, podjął prace na plebani, więc miał niejako możliwość organizowania tego. Ja pisałem artykuły do gazetki „OŚĆ” pod pseudonimem „Oset”, ale nie miałem nic wspólnego z drukiem, jedynie z kolportażem. Mieliśmy też prasę z Gliwic i Katowic. Byłem też raz z Bożkiem, który w Jastrzębiu prowadził delegaturę RKW, na zebraniu tego grona. Nasza działalność skupiała się głównie na prasie, ulotkach, mszach za ojczyznę oraz czasami na plakatach i napisach ściennych. Tę działalność prowadziłem aż do 1988 r.
Na przełomie 1985/1986 r. nasza grupa powołuje nieformalny Komitet Zakładowy NSZZ „Solidarność” i tedy też zaczynamy wydawać nasze czasopismo pt. „Żądło”, związane z KWK „1-Maja”. Wydawaliśmy tę gazetkę do przełomu 07/08.1989 r. – do czasu reaktywacji legalnej struktury „Solidarności”. Drukował je Lech Osiak.
W 1988 r. utworzyliśmy w Jastrzębiu ciało o charakterze protestacyjno-strajkowym pn. Miejski Komitet „Solidarności”, w skład którego wchodzili: R. Bożko, A. Kowalczyk, Osiak i ja oraz Marek Bartosiak „Bartek” jako przewodniczący.
W tym też czasie chcieliśmy zorganizować strajki na naszym terenie w maju 1988 r. Jednakże nie mieliśmy kontaktów z grupą raciborską (Jarek, Golec z Manifestu Lipcowego) oraz byliśmy organizacyjnie nie zgrani, więc nic z tego nie wyszło. Grupa z Zofiówki zorganizowała jednak pierwszy strajk u siebie, ale nie rozszerzył się on na szerszą skalę – była to niejako inicjacja późniejszych wydarzeń. Dało to ludziom pewną nadzieję, pomimo, iż rozpłynęło się to „po kościach”.
Po maju 1988 r. byłem zatrzymany na 48 godz. w KM MO w Wodzisławiu-Jedłowniku w siedzibie lokalnego SB, gdzie przesłuchiwał mnie szef tej komórki - Kryszak. Po tym udałem się na urlop zdrowotny do szpitala górniczego w Jastrzębiu, na którym przebywałem do połowy sierpnia tego roku.
W dniu 15.08.1988 r. zaczyna się strajk w Manifeście Lipcowym (inicjatywa lokalna). Następnie sytuacja potoczyła się lawinowo. Stanęła również moja KWK „1-Maja” – było to w dniu mojego wyjścia ze szpitala. Udałem się więc tam i w związku z tym, że przewodniczącym KS został Adam Mochana, który pełnił tę funkcję niecały tydzień – na czas strajku. W skład tego KS wszedł też m.in. Tadeusz Rzepa. Nie objąłem od razu funkcji przewodniczącego KS, chociaż formalnie byłem nim cały czas, gdyż uznałem to za niestosowne w danej chwili, więc pełniłem rolę łącznika pomiędzy tym KS a tzw. Górką w Jastrzębiu (H. Sienkiewicz, Wielowiejski, Czartoryski, Tomasz Stankiewicz). Strajk z sierpnia 1988 r., to już nie było to, co strajki z sierpnia 1980 r. Była to swego rodzaju zabawa, gdyż wiadomo było, iż władze odpuszczą to nam – nie było atmosfery strachu i zagrożenia ze strony władzy.
Po strajku w 1988 r. nie byłem zwolniony z pracy, gdyż nie uznano mnie formalnie za organizatora tego przedsięwzięcia. Natomiast inni organizatorzy strajku dostali wypowiedzenia, ale po upływie miesiąca przywrócono ich do pracy na dawnych stanowiskach oraz otrzymali nadpłatę do wynagrodzenia.
W tym też czasie zwołujemy nielegalne, ale jawne zebranie połączone z wyborami, które miało miejsce w salce plebani w Wilchwach w Wodzisławiu Śląskim. Tam zostaję wybrany na przewodniczącego Tymczasowej Komisji Założycielskiej NSZZ „Solidarność” KWK „1-Maja”. Pełniłem tę funkcje do kwietnia 1989 r. Wtedy też wybrano spośród przedstawicieli oddziałów kopalni 6-7 osobową ekipę delegatów na zjazd „Solidarności” w Ustroniu w 1989 r.
Następnie zostaję wiceprzewodniczącym RKW Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ „Solidarność” (razem z Marianem Krzaklewskim). Funkcję tę pełnię od 1989 do 1990 r. Na Regionalnym Zjeździe Delegatów w Hucie „Baildon” w Katowicach w roku 1990, wybrano mnie jako członka Zarządu Regionu, ale nie byłem w Prezydium tego zarządu. W tym czasie pełniłem jednocześnie funkcję przewodniczącego KZ NSZZ „Solidarność” w KWK „1-Maja” –miałem tam dużo pracy na tej mocno skomunizowanej kopali, funkcję tą sprawowałem 2 kadencje 1989-1992.
Byłem też delegatem na I Krajowy Zjazd Delegatów w 1990 r. Następnie w 1992 r. przeszedłem na etat związkowy, jako wiceprzewodniczący Krajowej Komisji Górnictwa (1992-10/11.1993). Na etacie związkowym pozostaję do 1.05.1994 r. Po tym wracam do pracy w kopalni jako górnik dołowy i w 1998 r. przechodzę na emeryturę.

Stowarzyszenie Pokolenie.



 




Waldemar Kapłon
powrót »