Relacje


powrót »

W dniu 28.08.1980 r. pracowałem na nocną zmianę w KWK „Manifest Lipcowy” w Jastrzębiu. Kiedy przyjechałem do pracy przewozem górniczym, to na przystanku i przed bramą kopalni zauważyłem jakąś niecodzienną sytuację, gdyż ludzie stali grupkami i dyskutowali – nie szli do od razu jak zazwyczaj prosto do szatni. W owym tygodniu miałem dyżur przy szybie podczas zjazdu górników pod ziemię, gdyż pracowałem w dozorze jako nadgórnik (miałem wtedy 25 lat.). ze względu, że nikt nie przyszedł na zjazd, to poszedłem do cechowni i tam zastałem wrzaski i krzyki oraz głośne rozmowy wśród ludzi z załogi. Dotyczyły one podjęcia strajku, dowiedziałem się też, że ujawniła się jakaś grupa ludzi, która namawiała i agitowała za strajkiem. W tej grupie byli ludzie o wysokim autorytecie zawodowym, jak przodowi, kombajniści oraz ludzie bardzo sprawni zawodowo, których na kopalni zwano „szpanerami”. Wtedy też pojawił się dyr. Władysław Duda, który zachowuje się jak oszołom, gdyż wrzeszczy i klnie na załogę – podgrzewał tym tylko nastroje strajkowe. Zażądał też aby cały dozór udał się na odprawę. Zaś w tym czasie kotłowało się na cechowni, „powstał tam też taki dziwny KS, który wbrew woli ludzi wszedł do dyrekcji”????.
Naradę dozoru mieliśmy w sztygarowni – cechowni oddziałów wydobywczych, a nie jak normalnie w sali odpraw dozoru. Podczas tej narady dyr. Duda wydzierał się i wyzywał nas. W pewnym momencie wstałem i zapytałem Dudę, czy wie co się dzieje, czy zdaje sobie sprawę z tego, że swoim zachowaniem tylko pogarsza sytuację. Powiedziałem mu, że nie ma świadomości tego co dzieje się na kopalni i że nasze miejsce, jako dozoru, jest przy swojej załodze. W końcu, to my odpowiadamy podczas codziennej pracy za bezpieczeństwo tych ludzi, to my nimi kierujemy w czasie pracy i to do nas oni będą mieli ewentualne pretensje, jeżeli dziać się im będzie coś złego. Oświadczyłem też, że idę do swoich ludzi i na znak protestu i solidaryzowania się ze strajkującą załogą odwróciłem hełm górniczy daszkiem do tyłu. Wypowiedziałem mu posłuszeństwo i chciałem wyjść z narady, lecz dyr. Świderski złapał mnie za ramię i powiedział mi, abym zaczekał jeszcze z tym. W tym momencie dyr. Duda zaczął krzyczeć na mnie, zaś dyr. Świderski oświadczył mu stanowczo mówiąc: „Władek! On ma rację!”. Świderski stwierdził także, iż trzeba wystawić delegację dozoru do powstałego KS, w której oprócz mnie znalazł się także Gienek Hetmaniak i Longer.
W tym czasie na zewnątrz narady w cechowni zorganizowano już nagłośnienie i zaczął przemawiać jakiś nieznany nam człowiek – jak się później okazało był to Stefan Pałka. Zaczął on integrować ludzi, mówił o ważnych sprawach dla załogi, np., o tym jak jesteśmy traktowani przez dyrekcję, o tym jaka jest sytuacja gospodarcza w kraju. Utrwalał tym decyzję o strajku i wziął przywództwo w swoje ręce.
Wtedy też dotarła na cechownię, gdzie zebrała się załoga, nasza trzyosobowa grupka. S. Pałka stwierdził, że jest delegacja dozoru i że jesteśmy z nimi, zaś załoga ryknęła z zadowolenia. Zaczęliśmy też przedstawiać się publicznie. Był to czas kiedy faktycznie zaczął tworzyć się KS w KWK „Manifest Lipcowy”, w skład którego wszedł S. Pałka – przewodniczący, nasza trzyosobowa delegacja dozoru oraz delegaci poszczególnych oddziałów. Do rana 29.08 nie było żadnych obrad KS. Natomiast dyr. W. Duda więcej się już nie pokazywał – wyłączono go z gry. Samo jego nazwisko lub tylko pokazanie się wśród załogi dolewało oliwy do ognia. Był on powszechnie znienawidzony, zarówno przez ogół załogi, jak i przez część dozoru.
Rano 29.08.1980 r. pojawili się na kopalni przedstawiciele ze Zjednoczenia Górniczego i z Ministerstwa Górnictwa. Rozmowy z nimi prowadził S. Pałka posiłkując się nami – przedstawicielami dozoru w KS. Zerwano je jeszcze tego samego ranka z powodu braku kompetencji i pełnomocnictw przedstawicieli lokalnych władz.
W tym czasie przeniesiono też siedzibę KS do Sali Narad nr 2, do której wejście było od wewnątrz terenu kopalni.
Przed „sierpniem 80” nie znałem wcześniej Tadeusza Jedynaka. Nie wiem kim on był, lecz pamiętam jak wszedł on w skład KS prawdopodobnie jako delegat administracji z kopalnianego biurowca (miał na sobie w tym czasie góralski sweter oraz nosił torbę). Przyszedł tam później niż o godz. 7:00, lecz przed przyjazdem delegacji z KWK „Borynia” w Jastrzębiu. Początkowo nie odzywał się zbyt wiele. Jednakże, gdy rozpoczęły się spory o kompetencje KS i kiedy przybyła już delegacja z KS KWK „Borynia”, to wtedy Jedynak zabrał głos. Zaproponował, że skoro funkcję i kompetencję KS KWK „Manifest Lipcowy” są tylko zakładowe, to trzeba utworzyć strukturę ponad zakładową – tak powstał MKS Jastrzębie.
W tym czasie w MKS oprócz mnie byli także: S. Pałka – przewodniczący, T. Jedynak, Janusz Jarliński. Byli to ludzie z Zofiówki. Następnie z delegacji KWK „Borynia” doszedł Jarosław Sienkiewicz. Później skład MKS dokooptowani zostają:
Piotr Musiał – KWK „Borynia”
Andrzej Winczewski – KWK „Wujek”
Marian Kosiński – KWK „Świerklany”
Roman Kempiński – nie wiem skąd
Mieczysław Sawicki – Przedsiębiorstwo Budowy Szybów z Bytomia
Kazimierz Stolarski – nie z Zofiówki
Ryszard Kuś – Przedsiębiorstwo Robót Górniczych Rybnickiego Okręgu Węglowego
Wacław Kołodyński – komunikacja miejska w Jastrzębiu
Władysław Kałduński – ZTKiDK (potem wymawia PTKiDK i rozwija jako Przedsiębiorstwo Transportu i Gospodarki Kamieniem Przemysłu Węglowego????)
Jednakże z czasem, im więcej zakładów wysuwało akces do naszego MKS, tym bardziej rósł on liczebnie, ale równocześnie zmniejszała się grupa ludzi z Zofiówki, którzy przechodzili do KS KWK „Manifest Lipcowy”.
W momencie przyjazdu delegacji z KWK „Borynia”, to jej członkowie powiedzieli nam, że mają u siebie w KS porządnego człowieka, ekonomistę z wyższym wykształceniem i że oni delegują go do MKS – był to J. Sienkiewicz. Potem przyjechał do nas w nimbie człowieka represjonowanego przez komunistyczne władze, co było nie prawdą. W rzeczywistości, jeszcze wcześniej przed strajkami w sierpniu 1980 r., robił jakieś przekręty związane z budową na terenie KWK „Świerklany”, które realizował tam Dział Inwestycji KWK „Borynia” – był jego pracownikiem. W związku z tym wezwano go do siedziby Zjednoczenia Górniczego, gdzie miał wyjaśnić pisemnie co tam się zdarzyło nieprawidłowego. Natomiast na KWK „Borynia” poszła plotka, w której uznano go za aresztowanego i tym samym za represjonowanego przez służby komunistyczne. Początkowo J. Sienkiewicz siedział z nami przy stole i czekał na polecenia (zawsze w rogu, dobrze ogolony i wymyty z teczką przed sobą). Na przewodniczącego wybrano go wewnątrz MKS, lecz trudno jest ustalić dokładnie w jakim czasie.
Przydzielono mi funkcję rzecznika prasowego (miałem nawet stosowną plakietkę) i opiekę nad dziennikarzami, którzy przybywali na teren strajkującej kopalni, gdyż wywiadów udzielano wewnątrz kopalni. Ze względu na to, iż baliśmy się sabotażu z ich strony oraz że miały miejsce sytuacji, podczas których próbowali oni robić ludziom „wodę z mózgu”, zamknęliśmy ich w odosobnionym pomieszczeniu Stacji Ratowniczej i więcej nie rozmawiali bezpośrednio z załogą.
W dniu 29.08.1980 r. wysłaliśmy też delegację do Gdańska, która z niewiadomych powodów dotarła tam dopiero po podpisaniu porozumień gdańskich. Powróciła ona do nas dopiero po podpisaniu porozumień jastrzębskich.
Do tego czasu ogólne kalendarium wydarzeń wyglądało następująco:
28/29.08 – początek strajku; organizowanie się KS na KWK „Manifest Lipcowy”.
29.08 – nic wielkiego się nie działo w sferze rozmów z władzą; rozszerzał się natomiast strajk i przyłączały się do nas nowe zakłady; powstał też MKS Jastrzębie, do którego dokooptowywano nowych członków.

Zaczęło się w tym czasie (30.08.1980 r.) spisywanie postulatów strajkowych. W postulatach znalazł się też warunek, po spełnieniu którego przystąpimy do rozmów. Traktował on o tym, że jeżeli władze wyemitują w ogólnopolskim wydaniu DTV wiadomość, iż górnicy też przystąpili do strajku i popierają postulaty z Gdańska. Puszczono więc to w DTV, ale jak się później okazało tylko u nas w regionie, gdyż po transmisji sprawdzaliśmy telefonicznie w innych częściach Polski, czy taka wiadomość dotarła do nich. Wytypowaliśmy grupkę 5-6 osób, które miały kontaktować się telefonicznie ze swoimi rodzinami, zamieszkałymi w innych regionach. Był to mój pomysł, gdyż wiadomość pokazana w TV miała znamiona mistyfikacji. Ja również telefonowałem do matki do Grudziądza. W czasie tej rozmowy, gdy wspominałem o sprawach banalnych, to sprawnie mogłem się z nią porozumieć, natomiast, gdy pytałem matkę o informacje w DTV dot. Górników, to występowały dziwne zakłócenia – jakby specjalnie preparowane przez kogoś. Wrażenia wszystkich telefonujących osób były co do tego zgodne – nie ustaliliśmy jednoznacznie czy wyemitowano na całą Polskę pożądaną przez nas informację.
Również 30.08.1980 r. doszły nas słuchy, iż po podpisaniu porozumień szczecińskich jedzie do nas delegacja rządowa z A. Kopciem na czele. Gdy dotarła pod KWK „Manifest Lipcowy”, w trakcie przeprowadzania członków tej delegacji korytarzem ograniczonym z obydwu stron szpalerem załogi, to nastąpiły nieoczekiwanie owacje – nie dla strony rządowej, lecz dla nas MKS-u. Była to swoista akceptacja rozwiązania zaistniałego problemu po przez negocjacje. Wieczorem tego samego dnia rozpoczęły się rozmowy negocjacyjne z Komisją Rządową.
W trakcie negocjacji ustawiliśmy przy stole negocjacyjnym Komisję Rządową tyłem do sali, na której zebrali się robotnicy, a nas posadziliśmy przodem. Był to pomysł zgłoszony przeze mnie, ewentualnie możliwe jest, że wspólnie z T. Jedynakiem.
W dniu 2.09.1980 r. ze względu na propozycję Żabińskiego, aby przyjąć szczecińską koncepcję organizowania związków zawodowych, zrobiliśmy większą przerwę w czasie negocjacji. Udaliśmy się na wewnętrzną dyskusję członków MKS do sztygarowni, dotyczyła ona koncepcji tworzenia związków – wybór między szczecińską, a gdańską. Stwierdziłem, że skoro nie znaliśmy ani jednej ani drugiej koncepcji, zaś Żabiński namawia nas do koncepcji szczecińskiej, to nie powinniśmy je przyjąć. Poza tym wcześniej publicznie popieraliśmy koncepcję gdańską. Sienkiewicz to podchwycił, ale to nie on był tego pomysłodawcą. Wtedy wróciliśmy do stołu obrad i zakomunikowaliśmy, że przyjmujemy koncepcję związkową wypracowaną w Gdańsku. Żabiński wtedy odpowiedział tylko: „szkoda”.
Podczas negocjacji nikt wtedy nie wywierał na nas żadnej presji, oprócz takich rozmów toczonych „przez stół”. Negocjacje przebiegały według poniższego schematu: najpierw podawaliśmy nurtujący nas problem do rozwiązania, potem ustalaliśmy to, co strony rozumią pod danym pojęciem – definicją, a następnie proponowaliśmy możliwe rozwiązania problemu i na koniec wypracowana koncepcja wchodziła w zapis porozumienia. Na mocy porozumienia powstała Komisja Mieszana z przewodniczącym Lejczakiem i wice przewodniczącym Sienkiewiczem.
Bardzo dużo czasu zabrało przepisywanie porozumienia. Tekst porozumienia przepisywano nie mniej niż 3 razy, a niektóre strony tekstu nawet po 7 razy. Byłem wtedy wydelegowany z MKS do pilnowania przepisywanego porozumienia natomiast z drugiej strony delegatem był Puszczewicz – sekretarz ds. węgla w KW PZPR w Katowicach. Tekst porozumienia przepisywała sekretarka głównego inżyniera. Puszczewicz dyktował tekst, a ja nie pozwalałem na jakiekolwiek zmiany w ostatecznej formie tekstu, np. wynegocjowano zwrot „wolne soboty i niedziele”, a Puszczewicz chciał wkręcić do przepisywanego tekstu zwrot „soboty wolne i niedziele”. Więc wymyśliłem, by tego Puszczewicza dwaj ratownicy zamknęli w toalecie. Natomiast ze strony rządowej dalsze przepisywanie tekstu nadzorował bezproblemowo jakiś profesor (Jerzy Nawrocki).Po przepisaniu obydwie strony przeczytały gotowy tekst – czy jest zgodność tekstu z wcześniejszym ustaleniami i zatwierdziły to. Puczszczewicza natomiast wypuszczono z toalety na sam akt podpisania tekstu porozumienia.
Reakcja ludzi na podpisanie porozumienia była burzliwa – byli po prostu szczęśliwi. Chodziło też o nadzieję, jaką dawał fakt, że jeśli podpisano takie porozumienia z rządem w Szczecinie, Gdańsku i na Śląsku, to nic złego dalej nie może się już dziać. Wypuszczono też wtedy ze stacji ratowniczej dziennikarzy. Zauważyłem, że jednemu z dziennikarzy wypad z za czarnej kamizelki pistolet. Podszedłem do niego i kopiąc go w podeszwę powiedziałem: „schowaj tę broń”.
Mieliśmy też informację, że SB chciała podpalić skład drzewny na KWK „Moszczenica” w celu wywołania sabotażu. SB-eka, który tego miał dokonać złapano i spisano jego dane (więcej informacji na ten temat może mieć Roman Bożko, który go spisywał), a potem przekazaliśmy go MO, którzy wypuścili go i przepadł on bez śladu. Nie podaliśmy tej informacji do publicznej wiadomości, aby nie sprowokować jakichś rozruchów.
Warto dodać, że podczas strajku był taki porządek na kopalni (wysprzątano wszystkie niedopałki z papierosów), jak nigdy dotąd i później. Ludzie stanęli na wysokości zadania i sprawnie przejęli kontrolę nad zakładem.
Rano 3.09.1980 r. w dniu podpisania porozumienia atmosfera się tak rozluźniła, iż udzieliła się Komisji Rządowej atmosfera bratania się z nami MKS-em (delegacja rządowa zaczęła rozbierać z siebie marynarki, podwijać mankiety, jedli wspólnie z nami kromki chleba z salcesonem i pasztetem itp.). nie wiem czy to była hipokryzja z ich strony, ale wydaje mi się, że Kopeć z pewnością wrósł w tę atmosferę. Był taki moment, kiedy dyskutowaliśmy o wolnych sobotach i niedzielach, na co Kopeć przystał, zaś Żabiński mu odchrząknął: „Ty nie masz prawa!” – na co Kopeć stwierdził, że to on jest tu przewodniczącym i to jego decyzja, jakby uświadomił sobie, że coś może zrobić pozytywnego. Na koniec podpisania porozumień odśpiewano hymn Polski i Międzynarodówkę i to tak, jakby była ona jedną ze zwrotek hymnu państwowego. Ludzie czekali na kserokopie porozumień, m.in. dziennikarze ogólnopolskich i regionalnych mediów. Po tym wszyscy się rozeszli i postanowiliśmy, że następnego dnia idziemy do pracy.
Należy zaznaczyć, iż punkt porozumień dotyczący wolnych sobót i niedziel, był dużą zasługą T. Jedynaka, to on go wynegocjował z Kopciem. Jednakże pojawił się później duży problem z interpretacją tego postulatu. Później na posiedzeniu KKP odwoływano się do socjalnej części porozumień jastrzębskich (głównie Z. Bujak) i w efekcie wolne soboty i niedziele przeniesiono na obszar całej Polski, a nie tylko na górnictwo.

Powstanie i skład MKR Jastrzębie Zdrój

Na mocy porozumienia oraz procedur dot. powołania Komisji Mieszanej i sposobu budowania związku zawodowego, z przekształconego MKS w Jastrzębiu, powstał w dniu 3.09.1980 r. MKR Jastrzębie . Instytucja ta powołana została, wraz z Komisją Mieszaną, aby dopilnować realizacji uzgodnień wynikających z porozumień jastrzębskich, a także jako komitet założycielski konkretnego związku zawodowego – NSZZ.
W czasie pierwszych 3-7 dni po podpisaniu porozumień wróciłem do pracy na swoim poprzednim stanowisku i nie uczestniczyłem w pracach MKR-u. Następnie dostałem informację, iż na mocy powyższego porozumienia z władzą, KWK „Manifest Lipcowy” oddelegował mnie do pracy w tworzeniu nowych związków zawodowych i że mam się zgłosić do siedziby MKR-u, gdzie spotkałem wszystkich sygnatariuszy porozumień jastrzębskich. W tym też czasie nastąpił pewien okres, kiedy to wszyscy robili wszystko – wyszarpywali sobie z rąk pracę, a bywało też, że nikt nie robił nic – kompletny zastój. Kiedy wszedłem do MKR, to wyglądało to mniej więcej następująco: był jako przewodniczący J. Sienkiewicz oraz jego „dwór”, który pojawiał się, gdy Sienkiewicz był na posiedzeniach MKR, a znikał, gdy on wyjeżdżał. Po moim przyjściu zaczęło się budowanie struktur związkowych. Wraz z Marianem Kosińskiem – oddelegowanym do MKR-u z KWK „Świerklany” – zaczęliśmy organizacyjnie tworzyć tą instytucję (zakładaliśmy biura, sekretariat, organizowaliśmy meble, powielacze itp.).
W tym też czasie przyjechał do I siedziby MKR bp Bednorz. Poznałem go po raz pierwszy w dość niezręcznej sytuacji, kiedy zbiegałem po schodach na dół i o mały włos nie przewróciłem go. Złapał mnie za rękę i zapytał kim jestem, a następnie poprosił abym zaprowadził go do biur MKR-u. Wtedy też myśmy poprosili go o wsparcie nas ludźmi, których mógłby nam zarekomendować. Przysłał więc do pracy i pomocy MKR-owi Jerzego Skwarę, Henryka Wódkę i Wiesława Gwiżdża, którzy zajęli się redagowaniem i wydawaniem biuletynu MKR „Nasza Solidarność”, oraz pana o nazwisku Drozdek i panią Chołogową. Byli to ludzie związani ze środowiskiem inteligencji katolickiej. Nie mieliśmy wtedy pojęcia o takiej organizacji oraz o tym, że występują w niej jakieś konflikty i zadrażnienia. Jednakże nie mieliśmy wtedy jako MKR, żadnych doradców, którzy wsparli by nas swoją fachową wiedzą w różnych dziedzinach pracy organizacyjnej, m.in. jak od strony technicznej przygotowywać informacje, zmontować zespół redakcyjny itp.
Skład osobowy MKR Jastrzębie można było podzielić na trzy zasadnicze części:
1) Grupa, którą stanowili sygnatariusze porozumień jastrzębskich, będący na mocy tych porozumień oddelegowani do tej instytucji ze swoich zakładów pracy (jeden tylko człowiek z tego grona zupełnie wyłączył się z prac związkowych – W. Kołodyński). Stanowiliśmy jakby „trzon” ideowo-związkowy – Prezydium MKR, gdyż niektórzy z nas dorośli politycznie do pełnionych funkcji i zaczęli dyskutować nad stanem rzeczy oraz mieliśmy demokratyczny mandat swoich załóg pracowniczych.
2) Grupa ludzi dokooptowanych do pracy w MKR na zasadach demokratycznych spośród zgłaszających akces do tej instytucji zakładów oraz pracownicy etatowi MKR (m.in. ludzie przysłani przez bpa Bednorza????).
3) Grupa ludzi związanych z J. Sienkiewiczem i zbierających się wokół niego – grono doradców, jego koteria i tzw. „dwór” – nie będących często w Prezydium MKR, a mających wpływ na decyzje Sienkiewicza. Byli to też ludzie dokooptowani z jego zakładu przez Sienkiewicza, którzy mogliby stać się w dowolnym momencie gronem decyzyjnym, m.in. Wacław Martyniuk i Stanisław Głowarczyk, a także Piotr Musioł – sygnatariusz porozumień jastrzębskich, delegat z KWK „Borynia”. Na skutek upełnomocnienia przez Sienkiewicza, grupa ta zaczęła rządzić i formułować w imieniu MKR stanowiska, wypowiadając się na zewnątrz. Nie zgadzałem się z tym.
Zaznaczyć trzeba, iż prawo głosu w naszym MKR mieli wszyscy związani z tą instytucją, a nie tylko członkowie Prezydium. Była to swoista anarchia wewnątrz organizacyjna.
Spośród szerokiego grona ludzi związanych z MKR zaczęło wyłaniać się ściślejsze grono i zaczął rodzić się konflikt wewnętrzny pomiędzy ludźmi z grup 1 i 2, a ludźmi z grupy 3. w pewnym momencie MKR jako instytucja pękł na dwie części. Z jednej strony wyłoniło się grono ludzi związanych z Prezydium dawnego MKS i część sygnatariuszy porozumień (m.in. ja, T. Jedynak, R. Kuś, M. Sawicki), a z drugiej również część sygnatariuszy porozumień (m.in. W. Kałduński, P. Musioł, J. Jarliński) i ludzie dokooptowani przez J. Sienkiewicza. Łączyła nas tylko Komisja Mieszana.
Z biegiem czasu rozszerzał się krąg ludzi związanych z MKR na zasadzie deklarowania pomocy. Przykładowo wysoko oceniam współpracę ze służbą zdrowia, która odegrała ważną rolę w działaniach technicznych – rejestracja zakładów. Organizacyjnie dużo nam pomagali związani z nią: Jerzy Kurkowski, Grzegorz Opala, Andrzej Sośnierz i Krzysztof Reipert.

Konflikty z Jarosławem Sienkiewiczem

Moim zadaniem na początku swojej działalności w MKR J. Sienkiewicz nie wiedział co ma robić. Strajk sierpniowy wyniósł go bardzo wysoko i różni ludzie zaczęli się zjeżdżać do niego oraz bić przed nim pokłony. Był człowiekiem związanym z ówczesną władzą, ale nie był partnerem dla niej, gdyż nie funkcjonował w kręgach władzy. Był dla niej człowiekiem, na którym mogła się oprzeć i zlecić mu konkretne zadania zawodowo, lecz nie politycznie. Myślę, że w momencie, kiedy wyniesiono go na równi z L. Wałęsą i M. Jurczykiem – przywódcy pozostałych dwóch głównych ośrodków formowania NSZZ, to mógł w tym momencie poczuć szansę dla siebie.
Był on także dobrym mówcą – potrafił mówić emocjonalnie, ale lepszym od niego był S. Pałka, który stał na uboczu konfliktu. Pałka nie akceptował go, ale z nim nie walczył. Raczej stał za kulisami wydarzeń, w kręgu kuluarów.
Mój konflikt z J. Sienkiewiczem miał dwie zasadnicze płaszczyzny. Pierwsza dotyczyła tzw. „dworu” Sienkiewicza, gdyż jak nie było Jarosława, to i „dworu” nie było. W związku z tym nic nie można było załatwić. Jakby ktoś celowo sabotował naszą działalność związaną z budowaniem struktur NSZZ. Drugim polem do konfliktu była działalność organizacyjna MKR. Musieliśmy się przenieść do nowego budynku, gdyż stary był już dla nas za mały (II siedziba MKR w Jaworznie, aż do stanu wojennego). Tam trzeba było dalej kontynuować prace organizacyjne, np. stworzyć kolejne biura m.in. w celu rejestracji powstających związków, które w imieniu MKR dawały by prawo do działalności oraz trzeba było udzielać pełnomocnictw i upoważnień dla określonych osób z zakładowych Komisji Założycielskich i wypełniać dokumentację z tym związaną. Ponieważ Sienkiewicz był bałaganiarzem oraz denerwowało go wypełnianie i podpisywanie różnych dokumentów i druków, więc zawsze spierałem się o to z nim. Poza tym nie zgadzałem się z jego samowładztwem i nieliczeniem się z opinią innych członków Prezydium i MKR, jako całości.
W pewnym momencie pojawiają się dziwni ludzie wokół J. Sienkiewicza, m.in. Tadeusz Swirtok/Swirtun?? – dziennikarz z PAX. Zaczynamy też pisać deklarację programową MKR Jastrzębie Zdrój – „Dokąd Idziemy?”, którą omawialiśmy w całym składzie MKR-u. W związku z tym zadzwonił kiedyś do mnie H. Wódke i poinformował mnie, że do druku poszedł inny tekst niż ten, który zatwierdzono wcześniej. Sienkiewicz z Swirtunem wymienili tekst, w którym główną różnicą była treść dotycząca deklaracji ideologicznej. Chciano nas wmanipulować w wewnętrzne walki frakcyjne w PZPR, abyśmy publicznie opowiedzieli się za jedną z opcji. Oprócz tego były u nas wewnętrzne walki pomiędzy organizacjami katolików świeckich, którzy znaleźli się w gronie MKR i jakby rozsadzali go od wewnątrz.
Wspomniana deklaracja programowa miała być tylko naszą propozycją, dotyczącą spraw w jaką stronę powinniśmy pójść według nas organizacyjnie i ideowo, a nie stwierdzeniem publicznym, że my tu w Jastrzębiu idziemy swoją odrębną drogą.
W tym momencie stałem się już zdeklarowanym przeciwnikiem J. Sienkiewicza, gdyż widziałem, że próbuje nami manipulować. Nie wiem gdzie było źródło jego inspiracji, ale myślę, że od wewnątrz był socjalistą – miał lewicowe spojrzenie na świat, inaczej nie umiał. Poza tym kreował samowładnie pewien obraz MKR, będąc jednocześnie wyrocznią, nie odwołując się do ludzi, którzy na mocy porozumień mieli prawo do podejmowania decyzji.
Do tego doszła nasza wiedza wyniesiona z posiedzeń KKP w Gdańsku – umiejętność patrzenia na inne sprawy niż tylko nasze wewnętrzne. Była to wiedza wynikła ze spotkań z kręgami KOR-u, z Cywińskim – zaprzyjaźnił się z Jedynakiem, z rozmów i spotkań z Kuroniem i Michnikiem. Byli to ludzie (często doradcy KKP), którzy zaczęli otwierać nam oczy, pokazując mechanizmy, które myśmy dotychczas nie znali. Te spostrzeżenia były przez nas (ja, R. Kuś i T. Jedynak) przenoszone do MKR Jastrzębie i weryfikowaliśmy to, co się działo u nas.
W pewnym momencie grupa skupiona wokół Sienkiewicza zaczęła chyba wchodzić w układy z władzą komunistyczną.
Poza tym Sienkiewicz był nastawiony anty-KOR i starał się nas „szczepić” przeciwko KOR-owi. Myśmy się z tym nie zgadzali więc zaczęła się wewnętrzna walka polityczno-ideologiczna w MKR – burzliwe posiedzenia Prezydium. Doszło do tego, iż kiedyś na jednym z takich posiedzeń (październik 1980 r.) Sienkiewicz stwierdził, że jak tak bardzo chcemy to przywiozą nam z więzienia do Jastrzębia L. Moczulskiego. Zastanawiałem się wtedy nad tym, co ten facet wygaduje? Czyżby już tak urósł, że nie zdaje sobie z tego sprawy o czym mówi? Albo czy wydaje mu się, że jest w Polsce pierwszym człowiekiem po Bogu? Nie wytrzymałem i odrzekłem: „Dobra! Niech go tu jutro przywiozą” – oczywiście nic takiego nie zdarzyło się nazajutrz.
Jeszcze w czasie, gdy MKR miał swoją siedzibę w Jastrzębiu, nastąpił ostry konflikt pomiędzy J. Sienkiewiczem a T. Jedynakiem, który publicznie złożył deklarację, że jest przeciwko Sienkiewiczowi i jego decyzjom. Zaczęła się też polaryzacja wokół tych dwóch osób – wokół Jedynaka zebrała się część „trzonu” ideowo-związkowego z Prezydium MKR oraz inni ludzie z grupy 2, którzy nie zgadzali się z Sienkiewiczem.
Równocześnie przychodzą do nas z terenu informacje dotyczące zachowań Sienkiewicza, tego co robi oraz jego bałaganiarstwa w sprawach związanych z organizacją KZ zakładowych.
Ujawniła się też w MKR dość szybko opcja wpływów KPN (grupa kopalń rybnickich), która była dobrym oparciem dla „trudnych” pytań do Sienkiewicza.
Doszło także do spotkania publicznego Sienkiewicz–Jedynak, gdzie Tadeusz wystąpił publicznie z zarzutami wobec Jarosława (w tym koronny w owym czasie zarzut – nadużywanie alkoholu i rozwiązłość seksualna). Wtedy też, ludzie z sali zmusili ich obydwu do podania sobie rąk w geście zgody i zadeklarowania, że spróbują jeszcze raz współpracować, a nie rozwalać MKR.
Po opublikowaniu artykułu w „Dzienniku Zachodnim” szkalującym krypto katolików, przedstawiono nas – grupę przeciwną Sienkiewiczowi, jako zdeklarowanych wrogów systemu i że przeciwdziałamy zdrowemu kierunkowi działalności Sienkiewicza. Po przez to władza chciała spróbować zniszczyć nas przy pomocy prasy używając wobec nas zwrotu: „Komu służymy?”.
W związku z tym zebraliśmy się w mieszkaniu u Jedynaka w Żorach (ja i H. Wódke) i w odpowiedzi na ten artykuł napisaliśmy oraz wydrukowaliśmy na białkówce ulotkę pt. „Kto komu służy?”. Zdobyliśmy też podpisy wielu ludzi z MKR-u na tej ulotce. Następnie rozdawaliśmy ją ludziom. Wtedy doszło do ogromnego konfliktu i Sienkiewicz zrobił z tej ulotki krucjatę przeciwko nam. Zażądał też od tych, co podpisali się na ulotce, aby potwierdzili swój podpis – duża część ludzi wycofała się mówiąc, że myśmy to zmanipulowali, gdyż oni podpisali się tylko pod fragmentem przekazanego im tekstu. Było to nie prawdą, gdyż wszyscy ci ludzie mieli wgląd do całego tekstu.
Następnie podjęto decyzję o zebraniu się Prezydium MKR i że musi być coś z tym zrobione – wtedy Sienkiewicz chciał nas usunąć. Myśmy postanowili, że Jedynak i Kuś pojadą do Gdańska, zabiorą ze sobą materiały dot. Sienkiewicza i przedstawią je Komisji Krajowej i Wałęsie (sprawa o co toczy się ten konflikt na Śląsku). Zostałem więc sam w MKR. S. Pałka był stosunkowo neutralny, choć postawił parę zarzutów Sienkiewiczowi. Na tym zebraniu MKR było ok. 20-kilka osób (Prezydium MKR + pracownicy etatowi + „dwór” Sienkiewicza), w tym: ja, M. Kosiński, M. Sawicki, W. Kałduński i P. Musioł. Wywiązała się większa rozmowa pomiędzy mną a Sienkiewiczem, w której wysuwałem mu zarzuty – to z czym się nie zgadzamy. Wtedy na stwierdzenie albo on odejdzie, albo my, odpowiedziałem mu – „To pisz rezygnację z funkcji przewodniczącego!”. Wielu innych ludzi, nie koniecznie związanych z nim, napisało też rezygnację na moje ręce. W efekcie czego zostało tylko ok. 7-8 osób. Część z nich później wycofała swoje rezygnacje, w oparciu o moją sugestię, że ten krok jest równoznaczny z odejściem z działalności związkowej w „Solidarności”. Pozostali z Sienkiewiczem na czele musieli odejść. Byli to głównie pracownicy i ludzie związani z tzw. „dworem” (np. Martyniuk), a nie działacze oraz z sygnatariuszy porozumień: Musioł, Jarliński, Kałduński, co zmniejszyło liczbowo Prezydium MKR.
Następnego dnia przyszli ok. godz. 11 do pracy w MKR wraz z Sienkiewiczem ci co zrezygnowali, więc nie wpuściłem ich do budynku. Nastąpiła też ostra wymiana zdań z Sienkiewiczem. Próbował nawet prowokować do starcia fizycznego, ale w końcu odpuścił sobie (trenowałem wtedy karate więc nie obawiałem się z nim takiej konfrontacji, pomimo, że był wyższy). To był jego koniec. Rozstał się z MKR jeszcze w czasie, kiedy mieliśmy swoją siedzibę w Jastrzębiu. Nie wszedł już w ogóle do nowej siedziby na ul. Szafranka w Katowicach.

Jednoczenie regionalne i wybory do Zarządu Regionu

Niedługo po tym zdarzeniu przenosimy się do III siedziby w Katowicach, do budynku dotychczasowej delegatury MKR Jastrzębie Zdrój. Z pośród 2 wiceprzewodniczących (S. Pałka i T. Jedynak) jeden z nich miał zostać następcą Sienkiewicza. Uzgodnili między sobą, że będzie nim S. Pałka.
Rozpoczynaliśmy też rozmowy z innymi strukturami w sprawie jednoczenia regionu. Podpisaliśmy porozumienie o połączeniu MKZ Bytom – Cierniewski, z MKR Jastrzębie, które miło miejsce na ul Szafranka. Zyskiem dla nas było to, że szefowie poszczególnych KZ-ów z okolic Bytomia przyjeżdżali bezpośrednia do naszej nowej siedziby w Katowicach. W tym czasie Cierniewski został wiceprzewodniczącym razem z Jedynakiem, zaś przewodniczącym był Pałka – przyjęliśmy nazwę tych połączonych instytucji: Region Śląska i Zagłębia. Cierniewski nie angażował się zbytnio w prace tego Regionu, lecz bywał zawsze tam, gdzie miały miejsce ważne wydarzenia. W Jastrzębiu pozostał jako delegatura Regiony dawny MKR, lecz już nie o taki statusie jak dawniej. Nie wiem czy pozostał MKZ w Bytomiu, ale chyba nie – ewentualnie możliwe, że jako delegatura Regionu.
Organizowaliśmy też kilka spotkań w sprawie połączenia z MKZ Katowice (wiosna 1981 r.) – w rozmowach udział brali głównie A. Rozpłochowski i Kilian.
Z MKZ Tychy mieliśmy lepsze kontakty, gdyż było im bliżej do nas i myśmy łatwiej dogadywali się z nimi. Nie połączyliśmy się w formalną strukturę.
Nie organizowaliśmy też wewnętrznych wyborów w Prezydium MKR i później w Regionie, gdyż to my byliśmy powołani do przeprowadzenia I Walnego Zjazdu Delegatów i zorganizowania wyborów w oparciu o wypracowany i zatwierdzony przez Zjazd statut. Jednakże, jak ktoś nie przeszedł wyborów w swoim KZ zakładowym i cofnięto mu oddelegowanie do MKR/Region Śląska i Zagłębia, to musiał odejść do swojej struktury zakładowej.
Od samego początku wydawaliśmy też biuletyn „Nasza Solidarność”, który początkowo (1-4 nr biuletynu) drukowaliśmy w Kurii Biskupiej, a potem na KWK „Borynia”, chociaż tam poligrafia była pod stałym nadzorem SB. Na koniec mieliśmy własną poligrafię w Jastrzębiu i drugą w Katowicach. Wydawaliśmy też równolegle „Zdarzenia” – A. Grajewski oraz „Tygodnik Solidarność Jastrzębie”. Nie dostaliśmy go („Tygodnika”) od władz, jako nagrodę za przychylność wobec nich. Jerzy Skwara prowadził o to bardzo trudne rozmowy z władzami, gdyż uparcie nie chcieli na to przystać. Zrobiłem z tego powodu wielką burzę w katowickim Urzędzie Cenzury, a potem w warszawskiej centrali. W końcu dostaliśmy to, co chcieliśmy, lecz po burzliwych działaniach.
Jeżeli chodzi o ewentualną pomoc władz w kreowaniu wizerunku Sienkiewicza, to z pewnością, nie zdając sobie z tego sprawy, szkodziła sobie, gdyż myśmy wszelką taką „pomoc” przejmowali. Nie mieli potem żadnej kontroli nad tym co nam zaoferowano z ich strony (np. stare maszyny poligraficzne lub ich części, które myśmy naprawiali lub remontowali we własnym zakresie itp.).
Po odejściu Sienkiewicza traci się ten negatywny obraz MKR Jastrzębie, sugerujący, że to władza nami kierowała i sterowała. MKZ Katowice był nieco w tyle za nami – głównie organizacyjnie. Jak był proces zjednoczeniowy, to całość działań była przeprowadzana wokół osi, której trzon stanowił MKR Jastrzębie/Region Śląska i Zagłębia. Byliśmy też wtedy najsilniejsi organizacyjnie i informacyjnie – dobrze rozwinięta działalność wydawnicza i prasowa.
Również bardzo szybko dorośliśmy politycznie, w związku z czym władza mogła nas potraktować jako poważnych wrogów. Co też ukazał późniejszy stan wojenny i duża liczba internowanych z Jastrzębia. Poza tym byliśmy MKR Jastrzębie bardzo modni wśród czołowych działaczy „Solidarności”, stąd cała masa osób przybywała do nas na wiece, zebrania i imprezy masowe.
W czasie wyborów do Zarządu Regionu na I Walnym Zjeździe Delegatów S. Pałka nie kandydował na przewodniczącego ZR, gdyż chciał się wyłączyć z działalności związkowej i myślał o podjęciu działalności politycznej. Był poza tym związany z ruchem trockistowskim pod postacią IV Międzynarodówki. Myśmy też trochę przyparli go do muru, żeby w „Solidarności” nie było osób o lewackich poglądach. Nie pozwalałem mu drukować trockistowskich tekstów na naszych maszynach poligraficznych. W kręgu trockistów nie występował pod swoim prawdziwym nazwiskiem, tylko pod pseudonimem i publikował w „Walce klas” swoje artykuły. Nie interesowała go praca związkowa i zrezygnował z „Solidarności”. Stan wojenny zastał go już za granicą.
Na I WZD mieliśmy dość liczną reprezentację, ale w ZR była bardzo skromna. Była to cena za swoje wcześniejsze przewodnictwo w działaniach regionalnych. Zbyt dużo mieliśmy wrogów i zbyt wielu ludziom naraziliśmy się – wiele interesów naruszyliśmy.
Osobiście kandydowałem do ZR oraz na Przewodniczącego regionu. Oprócz mnie z tych co byli opozycjonistami wobec Sienkiewicza kandydował także R. Kuś i T. Jedynak. Tylko Tadeusz dostał się do ZR. Razem z nim byłem głównym delegatem KWK „Manifest Lipcowy” na I WZD. Możliwe, że SB nas wyeliminowała, skoro mogliśmy być zagrożeniem dla jej wpływów w „Solidarności”. Nie prowadziliśmy też żadnej kampanii wyborczej – ja np. nie miałem na to czasu. Możliwe, że byliśmy też zagrożeniem dla nowych ludzi w „Solidarności”, dla tych bez „historii” – nie biorących udziału w tych przełomowych wydarzeniach, jak np. porozumienia jastrzębskie.
Po przegranej Jedynaka w wyborach na przewodniczącego ZR nasze głosy rozłożyły się symetrycznie na Rozpłochowskiego i na Waliszewskiego, lecz nie mieliśmy z góry upatrzonej strategii głosowania na przewodniczącego ZR.
 

 Zobacz również >> Stan wojenny




Grzegorz Stawski
powrót »