Relacje


powrót »

Kiedy w sierpniu 1980 w Jastrzębiu wybuchły strajki, robotnicy przejechali do kościoła „na górce”. Prosili, by księża wsparli strajkujących modlitwą. Zaczęliśmy jeździć po wszystkich zakładach. Robotnicy dowozili nas na kopalnie, spowiadaliśmy, odprawialiśmy msze, rozmawialiśmy ze strajkującymi. Odprawiałem po kilka mszy dziennie.
Środowisko jastrzębskiej „S” d początku skupiało się przy parafii NMP MK. Zaangażowałem się w ich działalność. Mimo, iż od 1981 r. byłem duszpasterzem w parafii w Marklowicach cały czas utrzymywałem kontakt z Jastrzębiem. W czasie grudniowych strajków 1981 znów nieśliśmy posługę strajkującym. Po pacyfikacji „Moszczenicy” i „Jastrzębia” do parafii przybiegli górnicy uciekający z KWK „Kaczyce”. Byli bosi i wystraszeni. Ukrywali się tu przez kilka dni. Około 21.12.1981 na parafię zaczęły spływać pierwsze paczki z Zachodu. „Na górce” zorganizowano główny punkt pomocy, więc często przyjeżdżałem po dary dla Marklowic. Przy okazji dostawałem także bibułę. 14.12.1981 jechałem do Jastrzębia, nie wiedząc, że miasto zostało zamknięte. Dziwiły mnie wyludnione ulice. W pewnym momencie trafiłem na oddział żołnierzy. Zatrzymali mnie, zajrzeli do auta i stwierdzili krótko- „Niech ksiądz stąd spierdala”. Zawróciłem i pojechałem z powrotem Nie powiedzieli mi o zakazie wjazdu do miasta. Tydzień później znów pojechałem do Jastrzębia. Nadal dziwił mnie brak jakichkolwiek samochodów. Tym razem zatrzymała mnie milicja. Poinformowali mnie o zakazie wjazdu do miasta i zabrali prawo jazdy. W zamian otrzymałem kwit i obietnicę zwrotu prawa jazdy po zakończeniu stanu wojennego. Na szczęście miałem znajomości we władzach miasta. Odzyskałem dokumenty po 2 dniach. Oprócz tego krótko po wprowadzeniu stanu dwa razy przestrzelono mi opony.
W swoim mieszkaniu przechowywałem sztandary solidarnościowe z 7 jastrzębskich zakładów. W 1982 z inicjatywy Romana Bożko w parafii „na górce” powstała podziemna drukarnia. Po internowaniu miał problemy ze znalezieniem pracy. Ks Czarnecki zatrudnił go więc w parafii. Zostałem jednym z redaktorów biuletynu „OŚĆ”. Oprócz Bożko, w druk „Ości” zaangażowani byli m. in. Roman Kończal, Roman Horak, Stanisława Krauz i Adolf Kaczkowski. Sami zorganizowali sitodruk. Drukowaliśmy nawet obrazki na roraty dla dzieci. Jeździłem wtedy fiatem 125p. Przewoziliśmy w nim materiały z naszej drukarni. Milicja w czasie zatrzymań rewidowała tylko bagażnik. Cały nakład wkładaliśmy więc pod siedzenia. Przez pewien czas na parafii znajdowały się nawet prawdziwe maszyny drukarskie, ukryte w moim garażu. Było to jednak zbyt niebezpieczne i zostały wywiezione do Krakowa. 3.12. 1983 dotarli do nas kurierzy z Gdańska. Przywieźli tablicę upamiętniająca pomordowanych na ”Wujku”. Jedna miała zawisnąć w naszym kościele, druga na „Wujku”, ale grupa, która miała ją dostarczyć, została po drodze rozbita. Wmurowaliśmy tablicę i następnego dnia na mszy z okazji Barbórki poświęciłem ją. Zaraz po mszy ks. Czarnecki odebrał telefon z MO. Żądali bym natychmiast stawił się na komendzie. Proboszcz odparł spokojnie, że nie zjawię się, dopóki nie przyślą oficjalnego wezwania. Wezwanie nigdy nie przyszło. Władza donosiła na nas nawet biskupowi. Czasem wzywał mnie, bym wytłumaczył się z działalności w parafii, ale nigdy nie kazali nam przestać. Redakcja „ na górce” funkcjonowała do 1989r. W 1988 znów pomagaliśmy strajkującym. Działacze reaktywowanej „S” organizowali u nas spotkania. Częstym gościem stał się Marian Krzaklewski. W tym okresie najbardziej obawialiśmy się, że wśród działaczy nie znajdą się ludzie zdolni to przejęcia władzy w kraju. Znaczną większość stanowili zwykli robotnicy…
 




Ks. Henryk Białas
powrót »