Relacje


powrót »

Początki postawy antykomunistycznej w mojej rodzinie wzięły się stąd, że mój dziadek, Józef był oficerem, w stopniu pułkownika (zginął w kampanii wrześniowej w obronie Częstochowy.  Jego dwóch synów było oficerami tzw. dwójki - kontrwywiadu wojskowego w armii Andersa (po wojnie emigrowali do USA) mój wnuk też ma na imię Józef (tradycja rodzinna). Kiedy moi rodzice wrócili z obozu koncentracyjnego (Dachau). Ojciec za kampanię wrześniową w 39 (został zadenuncjowany do gestapo), a matka za działalność w WICI. Osiedliliśmy się na tzw. ziemiach odzyskanych, w powiecie Bystrzyca Kłodzka. Najpierw zamieszkaliśmy w Boboszowie i tam tata został w 50 roku aresztowany za działalność (przeciwstawiał się kołchozom) na zebraniu w Międzylesiu k. Bystrzycy, wypowiedział się ostro przeciwko. Na drugi dzień przyjechali z KBW, UB i został aresztowany. W 51 został zwolniony tylko ze względu na to, że syn od brata był komandosem w armii Berlinga i później przeszedł do pracy w MSW (był w ochronie Bieruta) to on zorganizował rozmowę mamy z Bierutem (i ojciec natychmiast został zwolniony). Ja po szkole podstawowej jakiś czas pracowałem na poczcie. W szkole często wypowiadałem się przeciwko głoszonym tam fałszom np. o Katyniu (znałem prawdę z opowieści rodzinnych). Pomimo, że mieszkaliśmy na wsi, ludzie interesowali się sytuacją polityczną w kraju. Dobrze zorganizowane było czytelnictwo niezależne. Dosłownie z rąk do rąk  krążyły broszurki książki wydawane na zachodzie (ktoś dostawał) o zabarwianiu antykomunistycznym. Na wiosce byli repatryjanci, a także wojskowi Berlingowcy (ale nie popierali komuny). Oczywiście więcej interesowałem się tą biblioteką, a nie propagandowym chłamem. Zawsze mnie w historii pasjonowało, dążenie do prawdy, a tą obłudę było przecież widać, obnażały ją wydarzania w 56, 68 czy 70.

Zanim wybuchł 80 to ja zawsze popadałem w jakieś kłopoty, bo mówiłem to co myślę np. powiedziałem kiedyś kierownikowi (gdy już pracowałem w kopalni XXX Lecia -PRL) - że przyjdzie czas gdy padniecie i wszystko się zmieni, a takich jak wy osądzimy. On mnie wezwał do siebie i … że Józek to co mi powiedziałeś to trudno ale tam był i wszystko słyszał sekretarz partii. No jakoś nic z tego nie miałem. Nawet na zebraniach załogi z Malikiem (sekretarz miejski) zadawałem trudne pytania… gdzie te pieniądze i węgiel idą?. Nie bałem się zadawać trudnych pytań. Później jednak zabroniono mi udziału w tych spotkaniach. W 1980 jestem zwykłym uczestnikiem strajku. Po strajkach zostaję przewodniczącym oddziałowym. W maju 80 po powtórnych wyborach wchodzę do prezydium NSZZ „S” w kopalni XXX-Lecia PRL (obecnie Pniówek). 13.12.1981r. dzień wcześniej w sobotę na kopalni rozdawano odznaczenia, przyznawano - Sztandar Pracy, Krzyże Zasługi...byłem na tym rozdawaniu jako członek prezydium. Poszedłem do dyspozytora aby zorganizował na godz. 21.00 przewóz do Jastrzębia. Dziwnie się zachowywał - niedomówienia, kręcił głową. Rano na drugi dzień ok. 6.00 (13. niedziela) przyszedł do mnie Tadeusz Leśniewski (członek „S”) przyjechał jeszcze z dwoma innymi. I zbieraj się bo jest wojna no, że Jaruzel wywołał wojnę (jaka wojna ?) byłem kompletnie zaskoczony. Zawieźli mnie na kopalnię i od tego czasu już zostałem, aż do końca. Zostaje wiceprzewodniczącym KS. Jestem na tej liście (10-ciu z KS) przeznaczonych do internowania, aresztowania. Pozostali strajkujący mieli wynegocjowane bezpieczeństwo.

Na kopalni było wtedy ok. 100 – 200 ludzi – nocna zmiana. Byłem sam z KZ oprócz mnie było ok. 200 ludzi, więc postanowiłem ściągnąć innych. Napisałem kartkę do Ewalda Kudli: "przyjeżdżaj natychmiast weź kogo potrzebujesz" i posłałem po niego samochód. Przyjechał z Wiesławem Matusiakiem. W rozmowie z dyr. Cofalikiem, ustaliliśmy, że jesteśmy jako tzw. wzmożona ochrona zakładu (ze względu na stan wojenny) bo przebywaliśmy na kopalni nie legalnie, nie pracowaliśmy wtedy. I od tego jakby zaczął się strajk, jesteśmy jako ta wzmożona ochrona zakładu, dochodzą inni pod wieczór było nas może z 500-600 osób. I tak do poniedziałku. W godzinach popołudniowych zdarzył się taki przypadek - Adam Bazam, chodził i straszył, prowokował (z jego życiorysu jak później sprawdzałem mógł być TW, współpracował z SB –sprawa gazu w Sosnowcu) wezwałem go i powiedziałem, że albo skończysz albo opuść zakład pracy …chciał mieć to na piśmie, wtedy wypisałem mu odpowiedni kwit i wyprowadziliśmy go ..później zeznawał przeciwko nam na sprawie. W poniedziałek jest już Andrzej Szymczyk (zostaje przewodniczącym KS) i inni z KZ. Ewald Kudla zostaje drugim wiceprzewodniczącym. Dużym zaskoczeniem było, że cześć członków KZ na czele z przewodniczącym Śliwowskim (podejrzany od samego początku, zawsze dziwnie się zachowywał, on też obiecał prokuratorowi, że na Kopalni XXX – lecia PRL nie będzie strajku i dlatego też u nas nie było internowanych) siedziało na bramie. W poniedziałek ukonstytułowal się KS i rozpoczął się strajk. KS był 10-cio osobowy. Wszyscy z nas dostali wyroki, tylko jednemu Pawłowi Lisowskiemu, udało się tak skutecznie „oszukać” SB, że pomimo iż chodził do pracy (a był poszukiwany listem gończym) nie udało im się go aresztować.

Te pierwsze dni to taka dezorganizacja, bo nie wiedzieliśmy co to takiego ten stan wojenny i czego mamy się spodziewać. Organizujemy warty, wyżywienie . Mój telefon nie był na podsłuchu ( powiedział mi o tym telefonista). Zadzwonił major czy pułkownik Majda (z tej jednostki obok) i że ty Fluder, ty se uważaj co robisz i zaczął ubliżać, że mi do dupy nakopie…za dużo pieprzył to ja mu odpowiedziałem, że jak taki cwany to niech przyjedzie. No i faktycznie za pół godz. dostaję na mojej UK-fce wiadomość, że ktoś przyszedł do mnie. To był on z jeszcze jednym kapralem i szeregowcem. Podszedłem przywitałem się… dobry wieczór nazywam się Fluder …a on  - no tak mieliśmy się spotkać, a ja na to… co ty człowieku przyszedłeś do nas uzbrojony po zęby i myślisz, że ja cię wpuszczę na zakład, on wtedy zapytał, że kto mu zapewni bezpieczeństwo, odpowiedziałem, że ja reprezentuję załogę i gwarantuję mu bezpieczeństwo. Wtedy oddal broń kapralowi i poszedł ze mną na Hale Zborną. Okazało się, że wtedy miał całkiem inne zdanie. Bo zanim weszliśmy na Halę Zborną to rozmawialiśmy w biurze Solidarności ( była normalna rozmowa, to był inny, bardzo przyjemny człowiek…ktoś najprawdopodobniej musiał stać nad nim jak wcześniej do mnie dzwonił i kto wie czy nie dyktował mu co ma mówić, bo ten stek obelżywych bzdur do niego zupełnie nie pasował). On proponuje poddanie strajku ( a my wysuwamy podstawowe żądania – zniesienia stanu wojennego, wypuszczenia internowanych i przywrócenie działalności Związku). Odpowiedział, że to jest niemożliwe, choćbym ci obiecał, a ja ci tego nie mogę obiecać to jest nie możliwe Fluder to jest niewykonalne. Idziemy na Halę -  ja, Kudla, Matusiak, on między nami, miał łzy w oczach ( jest poniedziałek 14-ego, pod wieczór). No i powiedział kilka słów (zaczął wyjaśniać czym jest stan wojenny…było widać, że przeżywa to bardzo i gdyby mógł to zdjąłby mundur i był z nami) głos zabrał też przew. A. Szymczyk i ja. My jeszcze w rozmowie w biurze nadmieniliśmy mu, że nie mamy żywności on wtedy powiedział, że nie obiecuje ale pomyśli (na hali byli na pewno SB-cy i podsłuch ) ale później w cztery oczy powiedział – Fluder jedzenie dostaniesz, ja przyślę żołnierzy. Za godzinę, dwie, pod bramę Towarową podjechał samochód z zupą i chlebem (w tym czasie było kilka tys. strajkujących (jedzenie też przynosiła rodzina ale to nie wystarczało). Stołówka też szykowała jedzenie.

Gdzieś ok. 21.00 podjechały czołgi, wozy opancerzone, suki (tak jeździli po Jastrzębiu demonstrując swoją siłę). Pod bramę podjechał jeden czołg myśleliśmy, że będzie taranował ...ale okazało się, że podjechali prosić nas o jedzenie, bo byli bardzo głodni prosili o ciepłą zupę…bo my zamarzniemy …my mówimy, czemu nie przychodzicie do nas …co wy żeby nas rozstrzelali…daliśmy im ciepłej zupy. Pierwsze dni to nastawienie było bojowe (nikt nie myślał o poddaniu strajku, załoga była dość agresywna). W KS tylko dwóch było nas z KZ ja i A. Szymczyk jak już wspomniałem przew. Śliwowski siedział na bramie. Wydałem polecenie, aby wydać koce i cieple ubrania dla ludzi pełniących wartę. Wzięliśmy to z zasobów Działu Wczasów (po strajku byłem o to oskarżony jako odpowiedzialny za zdefraudowanie zaginionych rzeczy na wartość ok. 60 tys.). Noc przeszła spokojnie. Przychodzi 15-sty, na korytarzu w godz. rannych mijam idącego faceta (15 lat pracy na kopalni to raczej znałem ludzi) a on wydał mi się obcy, zatrzymuję go i pytam kto zacz i proszę przepustkę, przedstawiłem się, że jestem z KS (mieliśmy charakterystyczne opaski) a on odpina kurtkę i pokazuje broń (kałasznikow) i mówi - to jest moja przepustka …ja na to, że to ty bandyta jesteś … a ci dam bandyta i poszedł prosto do dyrektora Cofalika. Dzwonię do Cofalika i mówię co tu się dzieje jacyś uzbrojeni ludzie chodzą po kopalni, wtedy on powiedział, że musimy się spotkać - bierz ludzi z KS. No i wtedy spotykamy się ale nie doszło do jakiś porozumienia. Za dwie godz. zwołaliśmy posiedzenie KS i ustaliliśmy scenariusz rozmów z dyrektorem.

Doszło do następnego spotkania, był z nami ksiądz Piotr Płonka i na rozmowach doszło do incydentu ( a ten SB-ek z bronią por. Wielgusz, miał na mnie baczenie, a ja na niego ) on wtedy kategorycznie powiedział, żeby zakończyć strajk bo inaczej krew będzie rynną się lała i że on sam także użyje swojej broni i zrobi tu porządek. Do mnie osobiście powiedział – a ty będziesz za to odpowiedzialny ( ja byłem zmęczony, niewyspany) wstałem i może zbyt agresywnie spytałem … a kim ty jesteś człowieku Polakiem?- on, że tak jak generał Jaruzelski powiedział, że historia nas oceni … a ja na to, że zanim historia was oceni za to co zrobiliście z Polską to naród was odpowiednio oceni (tu padło mocne słowo). On wtedy nie wytrzymał, chwycił pistolet i wymierzył we mnie, wtedy skoczył Cofalik i ksiądz zaczęli uspakajać bo zrobiło się gorąco ci z obstawy od niego też odpięli kabury. No jakoś się uspokoiło, on się wycofał. Zaczęły się rozmowy już bardziej konkretne, ten SB-ek  powiedział, że kopalnia musi być poddana bo tak czy tak wojsko wejdzie i nie ma altrnatwy. Wyczytał 10 nazwisk (KS) ludzi przeznaczonych do aresztowania . Dyr. Cofalik wtedy sugerował, a także i my potwierdziliśmy, że jeśli wyprowadzi nas teraz w kajdankach to sytuacja może wymknąć się spod kontroli i my nie ręczymy za to co się stanie, poparł nas dyr. Cofalik (było widać, że boi się tego SB-ka). Po tej rozmowie poszliśmy do siebie i ustaliliśmy,  że załoga musi mieć podstawione autobusy i musi być rozwieziona do domów (rozważaliśmy też wariant strajku na dole, ale nie mieliśmy żadnego doświadczenia i nie byliśmy do tego przygotowani).

Przedstawiliśmy ludziom sytuację (wiedzieliśmy już o pacyfikacjach na Jastrzębiu i Manifeście ) no i że nie ma sensu , wtedy część załogi, ta nastawiona radykalnie …że jesteśmy zdrajcami, to było dla mnie smutne przeżycie (my zdawaliśmy sobie sprawę, że to nie są żarty, przystawili przecież mi pistolet do głowy). W godz. popołudniowych, ja i Ewald chcieliśmy zrobić dużą głupotę. Padła propozycja przysięgi na sztandar - że nie opuścimy kopalni bez względu co się wydarzy (jeśli by do tego doszło, nikt by kopalni nie opuścił)…i rzecz zagadkowa bo w pewnym momencie ten sztandar zniknął (a tylko my wiedzieliśmy o tym, ta 10-ka z KS). Ten sztandar jak później ustaliliśmy wyniósł ksiądz pod sutanną tylko kto mu go dał ?. Ktoś kto nie chciał dopuścić do tej przysięgi. My nie chcieliśmy podsycać agresji, bo niektórzy już krzyczeli, że nas aresztują…my nie chcieliśmy mieć krwi górników na naszych rękach. Rozwiązujemy strajk, część radykałów udała się na Borynię. My zostaliśmy na kopalni ,cała dziesiątka, nie pamiętam czy był z nami Lisowski. Wieczorem przychodzą z SB i odwożą nas do domu (my myśleliśmy, że nas zamkną). Na drugi dzień (16 grudnia) wracamy na kopalnię (na drugiej zmianie) – telefon, że jest strajk na dole i że ludzie chcą ze mną rozmawiać…biorę telefon okazuje się, że dzwoni Tadek Leśniewski (ten co przyjechał po mnie) no i nie dali mi zjechać, nikomu nie dali bo się bali, że zostaniemy. Ta próba strajku na dola nie powiodła się, w nocy wyjeżdżają. Po tym wszystkim znów nas puścili do domu i powiedzieli, że zostaniemy wezwani (SB-ek, sierżant Król) . No oczywiście żadnych wezwań nie dostaliśmy. Zabierają nas skrycie po cichu. Mnie zabierają (20 grudnia) w atmosferze szykan, najgorszych wyzwisk. Na Śląskiej, jestem bity, na rozpoczęcie „rozmów” przyszedł kap.Czechowski (szef SB w jastrzębiu) no i on mnie złapał za rękę i powiedział, że temu chu... to dajcie popalić, bo on ma twardą skórę. Rozebrali mnie do naga i rozłożyli na stole …bili od głowy do połowy żeby mi głupotę wybić i od nóg do polowy żebym nie uciekał. Byłem cały siny. W pewnym momencie przyszedł jakiś cywil i zapytał mnie - ty jesteś z XXX -lecia …tak, to czy wiem kto chciał ten komitet partii podpalić. Ja mówię, że niejaki Fluder - zapisał i poleciał. Za chwile wrócił i że jak ja się nazywam …odpowiadam – Fluder. Wtedy kopnął mnie w twarz. Potem jeszcze w nocy mnie wyciagnelii – szykany i bicie. Nie było żadnego przesłuchania. Po prostu się wyżywali. Przeniesiono mnie do celi w piwnicy, tam spotkałem Ryszarda Kuśa. Zdziwiło mnie, że swobodnie rozmawiał z zomowcami (okazało się, że byli z Boryni). W celi otworzyli okno (-25 stopni zimna) żeby jak mówili, wywiać mi głupotę z głowy. Tak się przeziębiłem, że na sprawie w lutym tak kaszlałem, że sędzia dwa razy przerywał rozprawę. Opieka lekarska była taka, że kazali mi zażywać – wapno aby te dziury w płucach pozaklejać (a byłem poważnie chory). Na Mikołowskiej w areszcie śledczym byłem przesłuchiwany (w samą wigilię). Musiał to być jakiś ważny SB-ek bo mu wszyscy salutowali. Ja byłem tak chory, że nawet nie wiedziałem o czym rozmawialiśmy.

Przewieźli mnie do Obozu Internowania w Zabrzu - Zaborzu. Tam spotkałem dużo ludzi z różnych kopalń. 31 grudnia wzywają mnie na bramę …w bramie stali z bezpieki (kazali wziąć swoje rzeczy) i zostałem przewieziony na Lompy (Pentagon). Wieczorem w sylwestra biorą mnie z celi, sprowadzają na dół, tam czeka jakiś oficer w stopniu kapitana i zomowcy. Ten oficer kazał zapisać w jakim stanie odbiera więźnia. Bo on jest w stanie śmierci (myślę sobie jakiś dobry człowiek). A tym czasem ten dobry człowiek wziął mnie do jakiegoś pomieszczenia, tam wyjął pistolet na biurko – no to teraz sobie porozmawiamy ty sku… i taka była rozmowa. Wtedy wyrecytował mi nakaz aresztowania za działalność przeciwko państwu z dekretu o stanie wojennym. Na drugi dzień przewieźli mnie do aresztu śledczego na Mikołowską i tam byłem do rozprawy. Po zwolnieniu przychodzę na kopalnię i tam odbywa się swoisty sąd kapturowy (pluton egzekucyjny). Dyrekcja , bezpieka, komisarz wojskowy … krzyki, wyzwiska od łobuzów, gówniarzy, ubliżanie ( byłem zdziwiony postawą głównego inż. Jurasa - do mnie do pracownika który, 12 lat solidnie przepracowałem – mówi, że panie Fluder czy pan uważa się za właściciela kopalni i coś w tym rodzaju). Nie powiedzieli czy mam pracować i kazali iść do domu. Ja byłem na chorobowym. Gdy chorobowe mi się skończyło to przysłali, że jestem zwolniony. Zostałem bez środków do życia i z wilczym biletem. Nachodzili mnie SB-cy. Dzielnicowy opowiadał żonie głupoty (o kochankach). Worek, korek i rozporek (ich metoda). Jeden z nich był „taki uczciwy” i powiedział mi, że prędzej czy później ktoś mnie trzepnie w głowę. "Lepiej Fluder wyjedź, dla ciebie tu nie ma miejsca" - mówił. Ja tu się urodziłem mój ojciec walczył o ten kraj i było mi bardzo przykro. Zacząłem starania, no i wyjechaliśmy do Szwecji. Tam zostaliśmy bardzo dobrze przyjęci. Najpierw byliśmy w obozie ( 6 miesięcy). A później szkolenia i normalna praca (min. w Volvo). W 85 r. staraliśmy się o powrót do polski (bez rezultatu). Jak byliśmy jeszcze w obozie zostaliśmy zaproszeni (oprócz mnie Ewald Kudla i Wiesław Matusiak) do Sztokholmu na Kongres Poloni w Szwecji (jako pierwsi skazani z „S” przebywający w tym kraju). Postanowiłem założyć organizację polonijną w Kalmar. Dostałem pomoc z gminy (napisałem statut). Podlegaliśmy bezpośrednio Kongresowi Polonii w Szwecji w Sztokholmie. Gdy wyjeżdżaliśmy ,dzieci moje były małe. Teraz przyjeżdżają do Polski – chcą przyjeżdżać. Jak jechałem do Polski na ten wywiad, córka mnie pytała czy to będzie dobrze. Myślę, że będzie dobrze, że warto było być w solidarności i zachować twarz.

Przeprowadził i spisał Andrzej Kamiński.
 




Józef Fluder
powrót »