Relacje


powrót »

W moich wspomnieniach staram się przedstawić to, jak sam uwikłałem się w bieg wydarzeń w okresie lat osiemdziesiątych. Wspomnienia te nie są chronologicznymi opisami wydarzeń, czy kroniką tamtych czasów. Dlatego nie należy dopatrywać się w powierzchownie opisanych, niektórych wydarzeniach tego, jakobym w tych wydarzeniach uczestniczył sam. Ponieważ te wspomnienia zostały spisane dopiero po 25 latach, to siłą rzeczy nie wszystko jest dokładnie w szczegółach opisane. Zachęcam też moich kolegów, którzy razem uczestniczyli w tych wydarzeniach do opisania swojej działalności w tym okresie, co pozwoli na skorygowanie mojego spojrzenia na całość wydarzeń i uzupełnienie w brakujące elementy.

29 sierpnia 1980 – rano jak co dziennie zjechałem na dół do kopalni do pracy. Ale od jakiegoś czasu pracowało się bez zapału. Można nawet powiedzieć, że tylko przychodziliśmy do pracy. Górnicy na ścianach uruchamiali maszyny, potem przychodzili mechanicy, ślusarze, elektrycy siadali w pobliżu i zaczynały się dyskusje i pogawędki. Z Radia Wolna Europa i BBC wiedzieliśmy co się dzieje na wybrzeżu. Nie myśleliśmy, że tego dnia również w naszym mieście rozpoczną się wydarzenia, na które długo oczekiwaliśmy. Przyszliśmy pod szyb wcześniej niż zwykle. Zaskoczyło nas to, ze nie ma sygnalisty, telefon nie działa. Przeczuwaliśmy, że cos się stało. Ale nie było wśród nas zniecierpliwienia czy obawy. Usiedliśmy pod ociosami i czekaliśmy godzinę, półtorej, dwie. Nagle wszystko się ożywiło. Ruszyła klatka w szybie, zjechał sygnalista i po przekopie rozległ się szmer albo raczej wielogłosowy przekaz informacji. Druga zmiana nie zjeżdża na kopalni rozpoczął się strajk, pracownicy zgromadzili się na sali widowiskowej. Wyjechaliśmy na powierzchnię i od razu poszliśmy na salę. Było tam tłoczno, z uwagą wsłuchiwaliśmy się w każde słowo jakie dochodziło ze sceny. Przemawiali na przemian Zbigniew Czuczman i Eugeniusz Grzegoszczyk. Oprócz nich za stołem siedziało już kilka osób. Nie wiem w jaki sposób się tam znaleźli, kto ich wybrał ale wówczas nikt się nad tym nie zastanawiał, ważne było to, że tam byli. Co rusz ktoś przepychał się do sceny, prosił o mikrofon i gromkim głosem wykrzykiwał, że czas już skończyć z komuną i PZPR, że jak na wybrzeżu zaczęli to nie wolno nam ich zostawić samych, że teraz my im pokażemy. Co jakiś czas przerywano te wypowiedzi intonując hymn i wszyscy śpiewaliśmy „Jeszcze Polska nie zginęła póki my żyjemy”. I tak się zaczęło.
Wiedzieliśmy już, że w nocy z 28/29 sierpnia rozpoczął się strajk na KWK „Manifest Lipcowy”.
Górnicy przyszli na drugą zmianę w nastrojach strajkowych. Zbigniew Czuczman zainicjował strajk na naszej kopalni przemówieniem z kwietnika. Nawoływał przyjeżdżających na drugą zmianę górników, aby nie przystępowali do pracy i udali się na salę widowiskową. Poszło tam około 500 ludzi z drugiej zmiany. Po dwóch godzinach zaproponowano, aby podzielić się na mniejsze grupy i rozejść się na swoje oddziały. Każda grupa miała wybrać swoich przedstawicieli do Komitetu Strajkowego i zgłosić swoje postulaty. Dopiero teraz dotarło do nas, że należy się umyć i przebrać, więc poszliśmy do łaźni. Gdy pojawiłem się w warsztacie, kilku kolegów podało mi kartki z zapisanymi żądaniami prosząc abym je zweryfikował i spisał na jednej liście. Zdecydowali, że mam ich reprezentować w Komitecie Strajkowym. Z listą chyba, dziewięciu postulatów zameldowałem się na sali widowiskowej przed Czuczmanem i Grzegoszczykiem. Wręczyłem im nasze postulaty wpisując się na listę Komitetu. Dochodzili jeszcze następni delegaci i tak zaczęliśmy się organizować. Najpierw zajęliśmy się tym, co było najbardziej potrzebne w chwili rozpoczęcia strajku. Ja poszedłem do kuchni przy stołówce zakładowej i zarekwirowałem prowiant, który był przeznaczony na posiłki regeneracyjne. Ktoś inny poszedł do pralni, gdzie kobiety uszyły dla nas opaski, abyśmy mogli się odróżniać od pozostałych strajkujących. Pierwsze nasze opaski były zielono – czarne tak jak flaga górnicza. Na drugi dzień przekazaliśmy je służbom porządkowym, a my założyliśmy biało – czerwone. Dwaj inni członkowie Komitetu organizowali straż do pilnowania zakładu. Przed godziną 22.00 zaczęli się pojawiać pracownicy trzeciej zmiany i ustawiona już przed bramą straż kierowała ich na salę widowiskową. Ustaliliśmy, że prowadzimy strajk rotacyjny. Druga i trzecia zmiana została na kopalni a pierwsza wróciła do domu, by pojawić się następnego dnia rano. Przyjechałem do domu krótko przed północą. Rano, jak zwykle przyszedłem na przystanek ale autobus nie przyjechał. Uświadomiłem sobie, że to na pewno „władza” nie pozwoliła przewoźnikowi podstawić autobusów, abyśmy nie mogli dojechać na kopalnię. W tej sytuacji zaproponowałem zebranym na przystanku spacer, i tak formując kolumnę blisko osiemdziesięciu ludzi, pomaszerowaliśmy czwórkami na kopalnię. W okolicy Bzia zatrzymaliśmy mijający nas ciągnik i część osób, w tym wszystkie idące z nami kobiety, usadowiła się na przyczepie a uśmiechnięty gospodarz zawiózł ich na kopalnię. Natomiast pozostali, wraz ze mną, poszli dalej. Na nasz widok strajkujący wylegli przed bramę na plac autobusowy i przywitali nas owacyjnie oklaskami. Zameldowałem się zaraz w Komitecie Strajkowym. Ponieważ nie było autobusów dla odwiezienia drugiej zmiany, postanowiliśmy kontynuować strajk razem. Zgromadziwszy wszystkich na sali widowiskowej ogłosiliśmy strajk okupacyjny. Pozwoliliśmy wrócić na noc do domów kobietom, o ile miały czym się do nich dostać. Do Komitetu Strajkowego dołączyli rano przedstawiciele trzeciej zmiany. Od tego momentu zdeklarowany skład Komitetu Strajkowego stanowiło około dwudziestu osób. Ustaliliśmy zakres naszych obowiązków. Mnie przypadła rola kwatermistrza oraz nadzoru nad służbami zaopatrzenia i zbytu węgla. Nadzór taki był potrzebny, aby uniemożliwić dyrekcji codzienną wysyłkę węgla do odbiorców i przyjmowanie dostaw towarów potrzebnych do produkcji, co wiązało się z tym, że część pracowników musiała by podjąć pracę.
Ponieważ większość z nas tj. członków Zakładowego Komitetu Strajkowego mieszkała na terenie parafii św. Katarzyny, posłaliśmy tam delegację, aby poprosili księdza o odprawienie mszy na terenie kopalni. Po południu 30 sierpnia, a potem już co dziennie przyjeżdżali na kopalnię księża, odprawiali nabożeństwa i spowiadali na cechowni górników. 2 września przyjechał do nas ks. proboszcz Emil Dyrda i poświęcił, namalowany przez jednego z górników, obraz św. Barbary. Po Mszy św. górnicy przenieśli go na cechownię gdzie wspólnie modlili się przed nim. Tego dnia zebraliśmy datki na figurę św. Barbary, którą ustawiliśmy później na placu naprzeciw wejścia na kopalnię. Zebrane pieniądze zostały przekazane księdzu proboszczowi, który zdeponował je na probostwie do momentu zakończenia strajku. Księża także pomagali nam także organizować żywność dla strajkujących i przesyłali ją na stołówkę bezpośrednio do mojej dyspozycji. Dodając do tego prowiant zarekwirowany z zapasów stołówki oraz z codziennych dostaw towaru na posiłki rekreacyjne, nie miałem specjalnie problemu z wyżywieniem strajkujących górników.
Ponadto zbierano środki pieniężne i zakupywano jedzenie w sklepie przy kopalni.
Zakładowy Komitet Strajkowy wkrótce po podpisaniu Porozumienia Jastrzębskiego przekształcił się w Zakładowy Komitet Robotniczy na KWK „XXX-lecia PRL” (obecnie „Pniówek”). Już drugiego dnia po przekształceniu rozpoczęliśmy zbieranie deklaracji przystąpienia do nowopowstałego Związku. Nie były to jeszcze oficjalne deklaracje przystąpienia do „Solidarnosci”, bo wówczas jeszcze nie wiedzieliśmy , że tak będzie się nazywał nasz Związek. Dopiero 17 września w Gdańsku Międzyzakładowe Komitety Robotnicze w tym także i Jastrzębski przesądziły sprawę. Ruch przybrał strukturę regionalną i formalnie utworzono Związek Zawodowy „Solidarność”. W kilka dni po tym wydarzeniu przystąpiliśmy na kopalni, zresztą niewątpliwie tak jak i w zakładach pracy całego kraju do organizowania zakładowych struktur Związku. Dopiero teraz indywidualnie składane deklarację stanowiły podstawę tworzenia organizacji zakładowej Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”.
Na KWK „XXX-lecia PRL” do naszego związku zadeklarowało przynależność około 85 % pracowników. W tych dniach podjęliśmy decyzję o ufundowaniu sztandaru, który został wykonany przez siostry zakonne w Piekarach Śląskich w okresie dwóch lub trzech tygodni. Był to pierwszy w Polsce sztandar Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „SOLIDARNOŚĆ” KWK „XXX-lecia PRL w Jastrzębiu Zdroju. Nie był nam znany jeszcze znak graficzny nazwy związku (charakterystyczne pismo zwane potocznie „solidarycą”) Sztandar poświęcił ks. proboszcz Bernard Czernecki w kościele na górce.
Już w październiku na placu przed cechownią postawiono okazałą figurę Świętej Barbary. 19 października przybył na kopalnię ks. bp Herbert Bednorz, aby odprawić mszę św. polową na placu autobusowym w trakcie, której dokonał uroczystego poświęcenia figury. 10 listopada dokonano rejestracji NSZZ „Solidarność”. Komitety Robotnicze, już jako pełnoprawne podstawowe struktury Niezależnego Związku Zawodowego „Solidarność” zostały wpisane do Statutu związku jako Komisje Zakładowe. Komisja Zakładowa NSZZ „Splidarność’ KWK „XXX-lecia PRL przeniosła się do nowego lokalu, który dyrekcja była zobowiązana nam udostępnić. Przystąpiliśmy do organizowania wyborów, najpierw na oddziałach. W połowie grudnia odbyło się Walne Zebranie Delegatów, na którym wybraliśmy zarząd Komisji Zakładowej. Przewodniczącym został wybrany Eugeniusz Grzegoszczyk. Zostałem wybrany do prezydium KZ.
Na Barbórkę odwiedzili kopalnię zaproszeni przez naszą Komisję Zakładową, członkowie Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” Stoczni w Szczecinie.

W drugiej połowie maja zorganizowaliśmy dwie wycieczki. Pierwszą do Rzymu, do szczecińskiej stoczni. W Szczecinie spotkaliśmy się także z Zarządem Regionu i jego przewodniczącym Marianem Jurczykiem. Z tej dwu dniowej wycieczki przywieźliśmy ofsetową maszynę drukarską. Mniej udana była wycieczka do Rzymu, z której nie wróciło kilkanaście osób, w tym przewodniczący Grzegoszczyk i jeszcze dwóch innych członków prezydium KZ. W takiej sytuacji musieliśmy zwołać Nadzwyczajne Walne Zebranie Delegatów i zarządzić nowe wybory. Postanowiłem ponownie nie kandydować w nowych wyborach i po Zebraniu powróciłem do pracy na poprzednio zajmowanym stanowisku. Nie przestałem uczestniczyć w działalności związku. Społecznie po pracy starałem się pomagać kolegom z nowego zarządu, uczestniczyłem w różnych komisjach.

Zobacz też - Stan wojenny

Źródło: "NASZA SOLIDARNOŚĆ JASTRZĘBIE, STAN WOJENNY" - Solidarność Jastrzębie Zdrój 2006. Tekst poprawiony przez Adama Kowalczyka




Adam Kowalczyk
powrót »