Relacje


powrót »

Jastrzębie, 12 lipiec 2007, relacja z Jozefem Gruszką

Urodziłem się 14 kwietnia 1965 roku w Rydułtowach i od dziecka nienawidziłem komuny, żyłem w rejonie, gdzie represje komunistyczne dosięgnęły wielu ludzi. W naszych wsiach zostały zamordowane 72 rodziny (o raz pierwszy wyciągnął potem to na wierzch Leszek Piotrowski). Każdy miał tam z górki na Ruskich. Rodowici Ślązacy byli przez nich traktowani, jak parobki. Tępiono ich, za to, że są odrębni i poniemieccy. Moi dziadkowie brali udział w powstaniach śląskich, więc wiem, że na Śląsku zawsze ludzie mieli przechlapane – jak nie z rąk Niemców, to od Rosjan. Byłem wychowany w tradycji powstań śląskich, w których uczestniczyła moja najbliższa rodzina. Po wojnie zamordowano rodzinę mojej matki (z rodziny Burda) – jej rodzice zginęli, pozostawiając ósemkę dzieci.

W Raciborzu w 1981 lub na początku 1982 roku natknąłem się na prasę „Solidarności”. Chociaż w domu już wcześniej były jakieś ulotki, przynoszone przez tatę. Wiele rozmów w domu było politycznych. A przede wszystkim rodzice szczerze nienawidzili Ruskich i komuny. Do dziś im to zostało.

W 1983 roku podjąłem pracę na kopalni „Anna”. Mój związek z „Solidarnością” rozpoczął się od związku z kobietą, do której w tamtym okresie chodziłem „na zaloty”. Przez to natknąłem się przypadkiem na Mszę za Ojczyznę w Jastrzębiu Zdroju. W 1988 roku strajkowały kopalnie jastrzębskie, ale nie w moim miejscu pracy w  KWK „Anna”. W okresie buntów pojechałem do kopalni „Jastrzębie”, gdzie spotkałem wielu działaczy związkowych. Wtedy zawiązała mi się w głowie myśl, żeby stworzyć komitet strajkowy na „Annie”. Ale nie udało się to i strajku nie było. Za to potem zebrałem kolegów, znajomych z pracy i pogadałem z nimi solidnie, żeby zalegalizować u nas „Solidarność”. Dowiedziałem się, że potrzeba 10 osób, żeby założyć związek i zacząłem szukać ludzi, którzy złożą podpis pod rejestracją. Nie miałem najmniejszego problemu, żeby zachęcić kogokolwiek do zgłaszania się. Miałem ten plus, że moja rodzina znana była na „Annie” z nazwiska i to mi też pomogło. Tam się przecież wszyscy znali.

Ludzie z „Solidarności”, którzy działali w 1980 i 1981 roku na początku bali się nam pomagać. Jedynym, który od razu zaangażował się w pomoc był Marian Dzierżawa. U nas działał i pomagał Grzegorz Ilka, który próbował założyć komórkę PPS, drukował nam też, co chcieliśmy. Jednak początkowa organizacja wszystkiego to duża zasługa KPN-u. Jak tylko zalegalizowała się u nas „Solidarność”, po 15 kwietnia 1989 roku to dopiero zaczęli się do nas zgłaszać działacze, którzy już byli emerytami. Dlatego u nas powstały najpierw struktury emeryckie.

Po zgłoszeniu wniosku o rejestrację do sądu w Katowicach w styczniu 1989 roku (tuż po strajkach), kiedy tylko wyszedłem z sądu zostałem zatrzymany i poturbowany przez straż. Na szczęście podejrzewałem, że tak może się wydarzyć i wcześniej wszelkie dokumenty przekazałem Januszowi Weczerkowi. Jednak o tym incydencie, dzięki znajomości z Danką Skorenko, zostało powiadomione radio Wolna Europa i puścili taką informację w eter. Zostałem pierwszym przewodniczącym Tymczasowego Komitetu, a potem byłem z-cą przewodniczącego. Te funkcję pełniłem do czasu zwolnienia z kopalni, czyli do lutego 1990 roku. Potem zacząłem pracę w KWK „Jastrzębie”, gdzie zostałem oddziałowym i w tej kopalni też włączyłem się w działalność „Solidarności”.

Z tego co wiem, w 1989 roku na „Annie” zapisało się ponad 2 tys. górników do „Solidarności” - jakoś ruszyli się do działania i chciało im się walczyć o swoje. A teraz… nie chcę mówić o tym, czego nie wiem, ale liczba członków związku jest znikoma. Chyba tam nie ma żadnej większej aktywności „Solidarności”. Tak też czasem bywa.

Paulina Krachało, Andrzej Kamiński.
 




Józef Gruszka
powrót »